„Lubię kobiety chętne. Ale, na miłość boską, nie chodzi o intymność! Kobiety chętne nie odpychają od siebie, nie tworzą dystansu,
akceptują” mówi Wiktor Osiatyński, prawnik, konstytucjonalista i socjolog, profesor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie. Profesor mówi, że jest pijany życiem i miłością, wystarczy mu, że trzyma żonę za rękę i jest jej z nim jemu z nią dobrze. Dużo ich ze sobą łączy, rozstania są dla nich okazją spojrzenia na siebie na nowo i lubią ze sobą rozmawiać, zwłaszcza wtedy, gdy maja inne zdania. Trzeba dbać o miłość, wymyślać wspólne zajęcia, ale też mieć czas na wzajemne obdzielanie się swoimi osobnymi sprawami. Kiedy intensywnie pracował w Zakopanym, czterodniowe odwiedziny żony potraktował jako czas święty, na ten okres odłożył komputer i było im wtedy wspaniale. „Ze wspólnym spacerem jest jak ze spacerem z dzieckiem. Kiedy przy okazji tego spaceru chcemy gdzieś dojść, to tracimy okazję, by przeżyć coś wspaniałego. Bo kiedy dziecko zobaczy kamyk w kałuży i patyczkiem zacznie go przesuwać, to dokonuje odkrycia świata. Jeśli my mamy plan, by przy okazji spaceru wejść do cukierni, to poganiamy dzieciaka. A jakże wspaniale byłoby pochylić się z nim nad tym kamykiem i cieszyć się jego radością rozgarniania tej kałuży. To jedno z najważniejszych doświadczeń, którymi mogę się podzielić. W wolnym – świętym - czasie zachwyćmy się tym, co zachwyca naszego partnera. Bez pośpiechu. Bez innych priorytetów”. Nie jest purytańskim moralistą twierdzącym, że należy żyć bez grzechu, jednak nie akceptuje sytuacji, gdy mężczyzna porzuca starzejącą się żonę, która wychowała ich wspólne dzieci i wiąże się z młodszą - uważa to za świństwo. Mężczyźni mają wpojone poczucie szczególnej roli i wyższości. Boją się utraty władzy, uważają, że ludzie mający inne zdanie podważają ich autorytet, są zagrożeniem dla ich pozycji. Im więcej tego nadęcia i poczucia władzy tym większy strach, który łatwo przekształca się w agresję. Tylko chętna kobieta może przebić ten balon nadęcia i zaakceptować swego partnera takim jakim jest, umożliwiając mu zostać tym, kim chciałby być. Kiedy profesor 20 lat temu miał satysfakcjonujące zajęcia na dwóch uniwersytetach amerykańskich i ciężko pracował, żona powiedziała mu wtedy, że jej jedynym marzeniem jest powrót do kraju. Dawniej byś się wściekł, ale wtedy zdobyta mądrość pozwalała mu zrozumieć jak ona cierpi i znaleźć sposób, aby jej pomóc. Dzięki pomocy dziekana, mogła podjąć za minimalną opłatą studia na psychologii, obroniła doktorat, zajmuje się uzależnieniami i napisała już wiele książek. Profesor mówi „dwie lilie nie mogą utrzymać się na wodzie dlatego, że opierają się na sobie. Każda musi mieć silne korzenie, by bez drugiej móc żyć. Kiedy jedna się zmęczy, może skłonić swój kielich i oprzeć na drugiej. Jeśli jednak równowaga w związku bierze się głównie z wzajemnego wspierania się na sobie, wtedy gdy jedno okaże się słabe, padną oboje”. Kiedyś też bał się miłości i okazywania uczuć, uważając, że są one dowodem słabości. Teraz kilka razy dziennie może mówić żonie, że ślicznie wygląda i że ją kocha. Stara się jednak nie narzucać jej swoich lęków, strachów i niepokojów oraz nie dzielić śmietnikiem uczuciowo-myślowym własnej jaźni. Uważa, że warto się bić o dobry związek i próbować go naprawiać, bo jeden nieudany związek nie nauczy nas jak zbudować kolejny, lepszy. Jednak w przypadku przemocy kobieta powinna z małżeństwa natychmiast uciekać i wszyscy powinni jej w tym pomóc. Tworzenie miłości odbywa się „przez wzajemne uczenie się siebie, zaufanie i weryfikowanie swoich oczekiwań. Nie warto jednak idealizować partnerów, bo mało kto sprosta ideałom…Bez egoizmu, ale bardzo starannie trzeba dbać o siebie i o swoje własne uczucia…poświęcać się temu co sprawia przyjemność”. Przytacza tekst znanej modlitwy: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, bym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, bym umiał odróżnić jedno od drugiego”.