Pomysł na izraelsko-palestyńską „pokojową linię telefoniczną” udowodnił, że rozmową można przerwać spiralę nienawiści.Na początku zaczynają na siebie krzyczeć. Obrażają
się nawzajem.
Wpadają w płacz i opowiadają o swoim „małym końcu świata”, gdy bliska
osoba zginęła w zamachu bombowym lub została zastrzelona przez patrol
wojskowy. Następnie całą winę przerzucają na polityków. Najpierw na
tych z drugiej strony muru. Potem na swoich.– I wtedy następuje
przemiana. Przyklejeni do słuchawki zaczynają się zastanawiać, kto jest
po drugiej stronie – mówi „Przekrojowi” Roni Hirshenzon z inicjatywy
„Hello Szalom, Hello Salaam”. Po chwili pytają rozmówcę, skąd
pochodzi,
czy ma dzieci, gdzie się wychował i czym się zajmuje. – Wyimaginowany
wróg staje się człowiekiem z krwi i kości – mówi Hirshenzon.Według
oficjalnych danych już
milion razy doszło do takiej przemiany. Wszystko
dzięki „Hello Szalom, Hello Salaam”. To założona w październiku 2002
roku usługa telefoniczna, dzięki której nieznający się Izraelczycy i
Palestyńczycy mogą ze sobą
porozmawiać o „pojednaniu, tolerancji i
pokoju”, jak głosi hasło inicjatywy. Jej założyciele twierdzą, że
liczba odbytych rozmów przekroczyła właśnie milion.Na klawiaturze
wybierasz *6364. Automat odpowiada: „Jeśli chcesz porozmawiać z
Izraelczykiem, wybierz jedynkę; jeśli chcesz porozmawiać z
Palestyńczykiem, wybierz dwójkę”. Na początku rozmówca był wybierany
losowo spośród osób, który zgodziły się wziąć udział w inicjatywie.
Dziś można sobie wybrać płeć rozmówcy, jego wiek i miejsce zamieszkania.–
Gdy jeszcze nie mieliśmy pieniędzy, wsparła nas Unia Europejska. Teraz
mamy więcej źródeł dochodów – chwali się Hirshenzon. Unia do dziś łoży
pieniądze na „Hello Szalom, Hello Salaam”, ale coraz więcej funduszy
pochodzi od ludzi stale korzystających z tej pokojowej linii
telefonicznej. Twórcy pomysłu planują też izraelsko-palestyński
komunikator internetowy.
Więcej streszczeń na temat Zadzwoń do wroga