Znajdź
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Załóż konto na Schvoong wpisując dane

Jesteś zarejestrowany? Zaloguj się!
×

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

albo

Nie jesteś zarejestrowany? Zarejestruj się!
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

Strona główna Shvoong>Nauki Społeczne>Edukacja>Plotka o „Weselu” Wyspiańskiego (autentyczne epizody)

Plotka o „Weselu” Wyspiańskiego (autentyczne epizody)

artykułu Streszczenie   według:Aave3     Autor : Tadeusz Boy- Żeleński
ª
 
Tadeusz Boy- Żeleński: Plotka o „Weselu” Wyspiańskiego

W dramacie pojawiają się nie tylko autentyczne postacie, ale też autentyczne epizody:
- urżnięcie się Nosa i podchmielenie Gospodarza,
- opowiadanie Czepca o agitatorze, którego na wiecu wyrżnął w gębę, ale „nie upod, bo był ścisk”
- epizod Czepca z muzyką (Czepiec miał za złe Wyspiańskiemu, że w dramacie kazał mu
„handryczyć się z muzyką” o tak znikomą kwotę jak „szóstka”, uważał to za afront wobec zamożnego gospodarza, za jakiego się uważał)
Z fantazji wysnuta jest rola Księdza.

Natomiast Zjawy są jakby materializacją myśli, życia duchowego osób, którym się ukazują:
Stańczyk pojawiający się Dziennikarzowi, to przede wszystkim myśl. Od czasu Teki Stańczyka błazen ten staje się symbolem stronnictwa konserwatywnego, skupiającego się przy dzienniku „Czas”. U Rudolfa Starzewskiego nad kanapą wisiał szkic Matejki do Stańczyka. Istnieje też portret R. Starzewskiego w stroju i pozie Stańczyka autorstwa Jacka Malczewskiego (namalowany już po Weselu).
Wid zjawia się Poecie, to fantazja.
Wernyhora – pojawia się Gospodarzowi. To przede wszystkim obraz. W postaci Wernyhory należy dopatrywać się patriotyzmu Gospodarza-Tetmajera i zamaszystego sposobu odbudowy ojczyzny.

Kraków był przesiąknięty duchem mistrza – Jana Matejki. Wyspiański i Tetmajer byli jego
uczniami, pomocnikami przy polichromii Mariackiego kościoła. A poza tym z zabawnych przykładów można wymienić salkę w Grand Hotelu, w którym to odbywały się wszystkie wytworniejsze pijaństwa – na jej ścianach widniały heliograwiury z obrazów Matejki. Podchmielony gość widział więc same takie sceny typu: Rejtan z rozdartą koszulą na piersiach, Warneńczyk z kopią, dziad z lirą. Wobec takich okoliczności Wernyhora nie budził zdziwienia.
Zadziwiające jest natomiast to, iż Wyspiański w „Weselu” umiał połączyć: powagę, szlachetność, rozmach, złośliwość, sarkazm i tajemnicę.

Historia „Wesela” na scenie.
Jako utwór zupełnie odbiegający od dotychczasowych tradycji, konwencji teatralnych, wprowadzający aktualne anegdoty w pierwszej chwili wywołał osłupienie. Pojawienie się owej nowatorskiej sztuki na deskach teatralnych widzowie zawdzięczają ówczesnemu dyrektorowi teatru – Januszowi Kotarbińskiemu.
Próby szły po omacku, bo Wyspiański zwykle odmawiał komentarzy. Wielu aktorów mówiło, że w takim „bzdurstwie” grać nie będzie, ale dokonywał się „cud”, bo nawet mierni aktorzy grali z zapałem – znakomicie.

Premiera „Wesela” wywołała plotki, krytykę, oburzenie (listy z wymówkami napisali do Wyspiańskiego L. Rydel i W. Tetmajer), dramat potraktowano jako nietakt towarzyski. Nie rozumiała też doniosłości artystycznej i ideowej „Wesela” krytyka literacka.
Dopiero R. Starzewski szeregiem felietonów docenił utwór. Niektórzy pozostali „oporni” (np. Stanisław Tarnowski po scenie z Hetmanem wyszedł ostentacyjnie z loży i wydał anonimowo parodię „Wesela” pt. „Czyściec Słowackiego”, a Sienkiewicz stwierdził: „Albo ja jestem grafoman, albo to jest grafoman…” Czas pokazał, że żaden z nich. Natomiast młode pokolenie przyjęło utwór entuzjastycznie.
Z czasem cały Kraków zaczął mówić cytatami z „Wesela”, np. dorożkarze, gdy ktoś ich wołał w nocy odpowiadali słowami Chochoła: „Kto mnie wołał, czego chciał?”
Opublikowano dnia: 19 stycznia, 2012   
Proszę oceń : 1 2 3 4 5
Komentarz Tłumacz Wyślij Odnośnik Drukuj
X

.