"Gazeta Wyborcza" 02.01.2006 "Ludzie dużego formatu"
Okres przed świętami, w czasie świąt i krótko po świętach wywołuje u większości z nas chęć bycia lepszym. Prowadzi to do co najmniej dwóch typów zachowań. Po pierwsze, pragnienie zmian i ulepszania świata zakończone realizacją planów, nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych i często odkładanych. Po drugie, przeżywając chwile wewnętrznego przekonania o dokonaniu czegoś poza codzienny, wytyczony i przewidywalny rytm zajęć, nie posuwamy
się dalej w konkretnym działaniu, ulegając zniechęceniu, utracie wrażliwości
lub po prostu... zapominamy.
Artykuł opublikowany w Gazecie Wyborczej, zatytułowany Ludzie DUŻEGO formatu przedstawia ludzkie postawy odbiegające od schematu Polaka zapatrzonego wyłącznie na własne podwórko.
Kim trzeba być, aby móc się tak wyróżnić? Odpowiedź okazuje się banalnie prosta - uczniem, inżynierem, artystką, historykiem, ekonomistką, ale przede wszystkim sobą. Dziesięć osób, pięciu mężczyzn, pięć kobiet. Każda osoba inna, z odmiennym doświadczeniem życiowym, poglądami, sposobem bycia, w różnym wieku. Łącznikiem wśród ludzi DUŻEGO formatu staje się i prawdziwie jest nią "chęć". Niezależnie czy rozpatrujemy postawę właściciela luksusowego pensjonatu, goszczącego w swym hotelu rokrocznie dzieci z domów dziecka, zasłyszane i opowiadane historie o bezwarunkowej miłości tych dzieci do swoich rodziców, którzy delikatnie ujmując, nie potrafią odnaleźć się w roli rodzica lub pani inżynier pochodzącej z biednych popegeerowskich regionów Polski mobilizującej do działania mieszkańców wsi, którzy od lat nie potrafili walczyć ze stagnacją, popadając stopniowo w marazm, lub młodej ekonomistki przeznaczającej swój czas
dla internetowej aukcji wspomagającej i zapewniającej obiady szkolne dla najuboższych, której była pomysłodawczynią, wreszcie filozof, która z całą stanowczością przekonuje o nowej roli kobiety w społeczeństwie, kobiety z charakterem, nieposłusznej obiegowym opiniom o płci pięknej we współczesnym społeczeństwie.
Czytając powyższe słowa, łatwo można zarzucić, nie tylko ich banalność, wyświechtany charakter lub wręcz naiwność, zesłodczoną do granic możliwości dla przeciętnego odbiorcy. Odbierając pozytywne działania niektórych z nas jako przejaw, mimo wszystko ogólnej bezsilności, na co najmniej rok odkładamy nasze własne, skryte przyrzeczenia.
Więcej recenzji na temat Gazeta Wyborcza