Wigilia wypadała w czwartek.
Wigilia w stanie wojennym.
Jak
było... Był już dobry zmierzch
a wieczerza wigilijna tuż- tuż.
Pamiętam jak z siostrą przypinałam plakatyna kościelnym płotku.
Dwa duże plakaty wzywające naród do solidarności. Mróz szczypał w dłonie. Zresztą zawsze byłam niecierpliwa na zimno.
Jednak tym razem
było mi gorąco, pinezki odskakiwały a każdy stukot młotkiem wydawał takie głuche bum – bum. - Do płotku dopadłyśmy, jak do szwedzkiej armaty – siostra szepnęła mi do ucha:
- Ktoś idzie, skryjmy
się za drzewo!
I tak przykucnęłyśmy i obserwowałyśmy co będzie dalej.
- Spójrz! Ktoś zrywa nasze plakaty i drze w strzępy! Zdrajca! Targowiczan! A niech to szlag…I coś mi się wydaje, że zauważył nas.
I co było robić? Na co czekać? Uciekłyśmy w stronę rzeki, a potem łąkami, dotarłyśmy do domu całe zmachane i w butach śniegiem zbroczonych.
Jak nas mama zobaczyła, aż krzyknęła, czemu jesteśmy takie przestraszone, jakbyśmy upiora zobaczyły.
- Bo... my za stodołą sobie na echo hukałyśmy- odpowiedziałam.
Dobrze, że wtedy tata wszedł do izby ze snopkiem zboża i z wiązką siana. Ledwie zmieścił się w drzwiach i tak mama zakończyła rozmowę.
- Ale mróz!...słychać dalekie strzały za lasem… I jak... chcecie dziadka?- zapytał tata.
I postawił snop pod obrazem Matki Bożej. I wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Weszła Władka, sąsiadka z łąki, wprosiła się na wieczerzę. Mówiła, że brata zostawiła samego w chacie, bo krowę musiał pilnować,która była na ocieleniu.
Opowiadała, jak wczoraj Antek wracał z obory, a już było po godzinie policyjnej, patrol go dopadł i gwałtemgo chcieli zabrać na posterunek.
- Panowie – zaczął prosić- krowa cielić się będzie, mróz poród opóźnia i muszę zachodzić do obory. A mam budynki gospodarcze w drugim końcu wsi, to nic nie poradzę.
I tak Antek jakoś wycyganił usprawiedliwienie. Nakazywali mu, żeby się więcej nie włóczył, bo jak złapią „ w dyby” wsadzą.
A potem? A potem to Antek przyszedł, uradowany.
Cieszył się, że mają już jałóweczkę „ Maluśkę” i bryka sobie przy „Sekutnicy”, czyli krowiej mamie.
I jak Antek nie huknie na całą chatę:
- Niał-byś i kapustę i buraki Panie
Z tłustą wieprzowiną zawsze na śniadanie
Mleko z jagiełkami
Chlebek z kartoflami
Z miodem i wódecki flasecką.
A na obiad byśwa skrzeków naskwarzyli
Kasy grycanej tłusto nakrasili
Zając, kuropatwy, - choć połów niełatwy
Daj, Panie Boże, dla tej rodziny. nace