Le
Monde Diplomatique. Edycja polska, Nr 1(23) styczeń 2008 r.
Źródło:
http://www.monde-diplomatique.pl/index.php?id=4 Autor : Przemysław Wielgosz
Streszczenie: Ewartur
Iracka hańba III RP Autor, Przemysław Wielgosz, bardzo krytycznie ocenia udział Polski w sprawie irackiej. Autor nawiązuje do grudniowej deklaracji nowego rządu polskiego w sprawie wycofania żołnierzy
polskich z Iraku do końca października 2008 r. i, mimo początkowych wahań, zgody prezydenta Kaczyńskiego na ten termin.
Idea wycofania polskich wojsk z Iraku łączy prawicę i lewicę, podobnie jak zgodne było poparcie udziału w „amerykańskiej agresji na ten kraj.” Autor daje wprost do zrozumienia, że deklarację te padły za późno.
Nie w tym rzecz, że należało wycofać się wcześniej, ale w tym, że zostaliśmy wepchnięci w tę wojnę wbrew opinii większości społeczeństwa, a nawet wbrew rezolucjom Rady Bezpieczeństwa ONZ. Przeciw była również większość krajów Unii Europejskiej.
Zdaniem Autora, kreowanie zdruzgotanego wojnami i sankcjami
kraju jako zagrożenie
dla świata było naciągane. Za kompromitację uważa Autor prezentowane w lutym 2003 r. w RB ONZ przez Colina Powella rzekome dowody istnienia irackiego programu budowy broni masowego rażenia. Byli tacy, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, którzy
mu wierzyli. Wierzyły mu wielkie
polskie media. Trudno było mieć jakiekolwiek wątpliwości co do intencji Waszyngtonu. A iracka tragedia nie ma końca, chociaż w II połowie ubiegłego roku liczba ofiar starć na tle etno-religijnym spadła o połowę.
W roku 2007 nasiliły się ataki Irakijczyków na obce wojska. W akcjach ruchu oporu zginęło w tym okresie, według oficjalnych danych, 901 żołnierzy amerykańskich. Jest to jednak liczba nieporównywalna z irackimi ofiarami wojny. Szacunki niezależnych ośrodków podają liczbę ofiar powyżej pół miliona.
Ofiarą wojny jest całe irackie społeczeństwo, cierpiące bardziej niż w wyjątkowo ciężkich czasach reżimu Saddama. Bezwzględne poparcie dla Amerykanów w Iraku obciąża odpowiedzialnością również nas.
Lansowana „odbudowa Iraku” to gigantyczna grabież zasobów finansowych tego kraju i wstęp do skoku na iracką naftę. Autor z ubolewaniem konstatuje, że świadomość realiów u polskich polityków ogranicza się do dbałości o bezpieczeństwo polskich żołnierzy i dyplomatów.
Naiwnością byłoby oczekiwać bicia się w piersi polityków odpowiedzialnych za wysłanie polskich żołnierzy na wojnę z krajem oddalonym tysiące kilometrów. Odpowiedzialność ponoszą ci, którzy przeciwstawili się dyktatowi USA. Taka jest międzynarodowa sprawiedliwość.
Autor ubolewa nad tym, że również uznane polskie autorytety, jak Władysław Bartoszewski, Adam Michnik czy też Leszek Kołakowski nie przeciwstawiają się kłamstwom amerykańskiej propagandy wojennej, a sama wojna nie stała się powodem do pogłębionej refleksji nad miejscem Polski w świecie.
To, zdaniem Autora, złe świadectwo o standardach etycznych i intelektualnych w polskiej debacie publicznej.
W końcowej uwadze Autor obawia się, że przy braku pogłębionej refleksji „możemy spodziewać się kolejnych Iraków z naszym udziałem, albo pomysłów utworzenia polskiej strefy w Afganistanie.”
Więcej recenzji na temat Le Monde Diplomatique