Strona główna Shvoong > Czasopisma > Etiopia > Waleczny Lew z Plemienia Judy cz.1

.

Waleczny Lew z Plemienia Judy cz.1

Summary by : mordor
Wizyty : 25  słów: 900   Opublikowano dnia: kwietnia 18, 2008

    Gdy samolot linii lotniczych „Ethiopian airlines” lądował
wczesnym rankiem na lotnisku w Addis Abebie, przypomniała mi się pewna książka
mojego dzieciństwa. Nosiła tytuł- „Z Panem Bieganiem w Abisynii”. To właśnie za
sprawą jej autora, Mariana Brandysa, pierwszy raz usłyszałem o dalekim kraju o
egzotycznie brzmiącej nazwie- Etiopia.

    W pierwszej
wersji mieliśmy jechać by zmierzyć się z dachem Afryki, ale w związku z
niepokojami w Kenii, w ostatniej chwili odwołano nasz lot powrotny i
zrezygnowaliśmy. Na szczęście Kilimandżaro pozostało na swoim miejscu, i
uroczyście obiecuje, że się nas doczeka. Usiadłem przy komputerze i szukałem jakiegoś
ciekawego miejsca. Mieliśmy czas i środki. Teraz pozostał wybór miejsca.
Pomysłów było kilka. Meksyk, Hong Kong .Gdzieś, gdzie nie będzie problemów z
wizą, a bilet lotniczy, kupiony w ostatnim momencie nas nie zrujnuje. W pewnej
chwili trafiłem na połączenie do Addis Abeby. Przedstawiłem pomysł mojej Pani, a Ona prawie zemdlała z
wrażenia. Jednak Czarny Ląd! Jej wielkie marzenie.

    Gdy przeglądałem informacje w Internecie na temat poruszania
się po Etiopii, mina mi zrzedła. Ale w końcu marzenia są po to by je spełniać.
Jedziemy!

  Pierwsze zaskoczenie to sam
samolot. Zdarzało mi się podróżować na długich dystansach samolotem, ale ten
mnie przeraził. Takie tanie linie lotnicze. Podobno najlepsze w Afryce i
jedyne, które mają pozwolenie na latanie nad Europą. Drugie zaskoczenie, to
uroda stewardes. Prześliczne kobiety! Słyszałem wcześniej o niesamowitej
urodzie Etiopek, ale przyznam się nie spodziewałem czegoś takiego.

   Wystartowaliśmy. Puścili nam film, który zaczynał się od
połowy, na dodatek był po amharsku. Zrozumiałem, że to będzie ciekawa podróż.

    Słońce wschodziło gdzieś na Sudanem. Zaraz potem ukazała się
nam wyżyna abisyńska ze swoimi niebotycznymi górami.

    Miękko wylądowaliśmy w stolicy Etiopii. Wczesny ranek.
Pogoda jak u nas na wiosnę. Nie za gorąco, tak w sam raz. I cisza. Zaczęło mi
się podobać. Jeszcze wykupienie wizy. Zapłaciliśmy po przepisowe 20 dolarów i Etiopia stanęła przed
nami otworem.

  Byłem przekonany, że tuż po wyjściu za drzwi lotniska otoczą
nas przeróżni naciągacze, taksówkarze, sprzedawcy, a tymczasem powitała nas
cisza i spokój. Jakoś tak czysto i cywilizowanie. Grzecznie podeszła jakaś
pani, machnęła identyfikatorem i spytała czy chcemy taksówkę. Dopiero, gdy
zaczęliśmy się tarować, odetchnąłem z ulgą, bo już pomyślałem czy aby na pewno
jestem w Afryce.

    Przejazd z lotniska Bole do hotelu, to pierwsze spotkanie z
miastem, o którym czytałem w książce Brandysa. Pamiętam, jak opisywał, że Addis
zajmuje powierzchnię większą niż Paryż, że leży na ponad 2000 m n.p.m .
Pamiętam, że historia powstania Addis jest romantyczna jak większość historii w
Etiopii.

    Addis to miasto, które powstało z miłości. Zbudował je
cesarz Mentlik II dla swojej żony, cesarzowej Taitu. Panował w tym miejscu
lżejszy klimat, niż w poprzedniej stolicy kraju, Entoto. By nadać łagodniejszy
wygląd dzikim, górzystym terenom wokoło, nowa stolica została obsadzona
sprowadzonymi z Australii drzewami eukaliptusa, które są uważane, za
najszybciej rosnące drzewa na świecie. Ponoć kiedyś miasto pachniało jak
eukaliptusowy cukierek. Nazwa miasta, Addis Abeba, w języku amharskim oznacza
„nowy kwiat”

Taka to historia.

    Addis, to kilka milionów mieszkańców, jedno z
centralnych punktów gospodarczych Afryki.. To tu znajduję się Afrika Hall,
gdzie spotykają się przywódcy afrykańskich krajów, by debatować nad
przyszłością kontynentu. Nowoczesne, rozwijające się miasto. Ale tuż obok
szerokich, asfaltowych dróg, wyrastają dzielnice biedoty, gdzie głód, choroby,
śmierć są normalnym zjawiskiem.

    Addis Abeba, to także Piazza, dzielnica gdzie gwar nie
cichnie całą dobę, a ciała pięknych prostytutek są dostępne łatwiej niż
filiżanka herbaty, to Merkato, uznawane za największy targ Afryki, to muzea,
gdzie można obejrzeć najstarszą wykopaną przedstawicielkę ludzkiego rodu, Lucy,
czy spojrzeć w oczy wypchanemu leopardowi. Addis to Churchill Ave, ulica gdzie
handel jest jedyną obowiązującą formą spędzania czasu. Addis, to także miejsce,
gdzie rządzące elity odgradzają się od reszty społeczeństwa wysokimi murami i
tabunami uzbrojonych żołnierzy.

    Dmuchał łagodny wiatr, który łagodził narastający z każdą
chwilą upał. Zastanawialiśmy się, co dalej. Decyzja padła na Bahir Dar, miasto
na północy kraju, położone nad jeziorem Tana. Miejsce, które rozbudzało moją
wyobraźnie. To stąd rozpoczyna swą wędrówkę Błękitny Nil ku położonemu 5223 km
na północ, morzu Śródziemnemu. Tu znajduję się wodospad Tis Isat, o którego
pięknie czytałem nieskończoną ilość razy. To na wyspach jeziora Tana położone
są monastyry, budowane przez mnichów pomiędzy 14 a 17 wiekiem. Jedziemy!

  Nauczony poprzednim doświadczeniem z Afrykańskim słońcem
opatuliłem się w kurtkę i zmierzyliśmy się z Addis. Mieliśmy dotrzeć do
miejsca, które nazywa się Arat Kilo i stamtąd już ponoć była prosta droga.
Problem w tym, że ulice nie mają tabliczek nazwami, lecz szczęście, że wszyscy
znają to miejsce i dużo osób, choć trochę mówi po angielsku. Arat Kilo, to
jeden z wielu wielkich placów Addis Abeby. Mam wrażenie, że poruszanie się po
tym mieście uzależnione jest właśnie o znajomości położenia takich miejsc.
Szerokie, asfaltowe ulice gdzie kwitnie handel, stoją banki, czy
przedstawicielstwa rożnych instytucji, skupione są wokół takich części miasta.
Po dłuższych poszukiwaniach, w jakiejś bocznej uliczce odnaleźliśmy coś, co
według stojącego przed bramą pana było muzeum, ale okazało się już nieczynne.
Spuściliśmy głowy i pomaszerowaliśmy z powrotem.

    Tutaj ostrzeżenie. Uwaga na kieszonkowców Addis Abebie! Całe
gangi czekają na zagranicznych turystów i trzeba przyznać, że są dość sprawne.
Największe skupisko złodziei, jest na Piazza, na Merkato i Churchill Ave, lecz
trzeba uważać wszędzie, gdzie tylko jest zagęszczenie ludzi.

    Noc przyniosła ulgę od upału. Miasto za naszym oknem
rozbłysło tysiącem świateł, tylko cykady swoim śpiewaniem towarzyszyły
szczekającym psom, a my wtuleni w siebie śniliśmy o zaczynającej się podróży w
głąb tego niezwykłego kraju.


 




Więcej streszczeń na temat Waleczny Lew z Plemienia Judy cz.1
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5


Dodaj komentarz Brak komentarzy

Komentarze i recenzje dotyczące streszczenia Waleczny Lew z Plemienia Judy cz.1

Czytaj darmowe streszczenia - Pisz i zarabiaj

Streść ludzką wiedzę w Shvoong. Dołącz do nas

------

Nowi Shvoongersi

  • Amelia1579
  • Cubus01
  • aneczka68
  • findingneverland
  • krzysiek16ino
  • Moritur
  • Karolina91
  • joska18
  • Pepisso
  • Klorel
  • Fehu
  • Ailithe
  • nightblue
  • Gosienka96
  • master1051057
  • donna2008

.