• Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?

Streszczenia i krótkie recenzje

.

Strona główna Shvoong>Filmy>Dokumentalne>„Przysięgłem sobie, że jeśli umrę to nie w tłumie”, korespondencja z lat 1951-1961

.

„Przysięgłem sobie, że jeśli umrę to nie w tłumie”, korespondencja z lat 1951-1961

autor : beniak     

Autor : Andrzej Bobkowski i Alina Mieczysławska
Powered by Profi-Lingua
„I zawsze on cały będzie sztuczny, dokąd sam sobie nie potrafi powiedzieć tego, co już dawno powinien był sobie powiedzieć.
U niego jest właściwie ciągłe usprawiedliwianie się przy równoczesnym unikaniu poczucia się choćby na sekundę winnym. I tak się będzie rzucał ja g... w przerębli dokąd raz nie spotka się NAPRAWDĘ z samym sobą.” – taką ostrą ocenę wystawia Czesławowi Miłoszowi Andrzej Bobkowski w książce „Przysięgłem sobie, że jeśli umrę to nie w tłumie”, na którą składa się korespondencja, z lat 1951-1961, tego wybitnego emigracyjnego pisarza, autora „Szkiców piórkiem”, z Anielą Mieczysławską, emigracyjną działaczką społeczną i charytatywną.
Bobkowski to wzór pisarza niezależnego, nie tylko intelektualnie, ale przede wszystkim finansowo. W Guatemali, do której „uciekł” z Francji, najpierw sprzedaje traktory, a później zakłada sklep modelarski, który będzie jego źródłem utrzymania aż do śmierci. „Ja żadnej pomocy nie chcę” – pisze do Aliny Mieczysławskiej. Odsyła czeki ze stypendiami, których z powodu pracy zarobkowej nie może wykorzystać na pisanie.
Niezależność finansowa, chociaż okupiona zmęczeniem i czasem, który mógłby spożytkować na pisanie, pozwala Bobkowskiemu stać się jednym z najostrzejszych, najuczciwszych i najbardziej przenikliwych komentatorów polskiego życia kulturalnego, który swoje sądy wyraża językiem dowcipnym, mocnym i dosadnym. Konfesyjny charakter listu sprawia, że pisarz odkrywa się całkiem przed nami. Wytyka Europie jej zaściankowość: „kitwaszą się tam naokoło własnego pępka i wydaje im się, że ogarniają wzrokiem wszystko”, postuluje, odcięcie się od narodowego zadęcia, które przeszkadza w realnej ocenie sytuacji, sprzeciwia się publikowaniu przez pisarzy emigracyjnych w kraju. Dostaje się też części emigracji za jej „kelnerskie maniery”, za to, że biorąc od Amerykanów pieniądze „kręci nosami i wydziwia z niesmakiem, gdy mowa o USA lub Amerykanach” i za to, że jest bierna. W swych listach daje też Bobkowski diagnozę kilku zjawisk polskiej kultury emigracyjnej: wieszczy, że Giedroyć i „Kultura” będzie jedynym zjawiskiem, które przetrwa dla potomnych, przy każdej okazji miażdży Miłosza, zarzucając mu intelektualną niestałość, przewiduje upadek Hłaski.
Listy Bobkowskiego odkrywają przed nami także codzienność pisarza. Opowiada on o swoim przepracowaniu, walce z rakiem. Mówi się w tych listach o pieniądzach, kotach, kupowaniu radia i samotnych świętach. Literatura schodzi z piedestału, jest mniej ważna od życia: „Z moim pisaniem nici, bo, złoto moje kochane, co ja się będę męczył? Przeżycie każdego dnia jest taką rozkoszą(...)”.
Książka Bobkowskiego to manifest niezależności, sądy w niej zawarte pozwalają spojrzeć na znane zjawiska, z innej perspektywy. Chociaż od czasów, które komentuje Bobkowski minęło już pół wieku to schorzenia polskiego życia, z którymi walczył pisarz wcale nie znikły, a jego słowa ciągle działają otrzeźwiająco. Jak zimny prysznic.
Opublikowano dnia: lipca 24, 2006
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5

Bookmark & share this post

.