.
Zdążyć przed Panem Bogiem, streszczenie utworu, cz. II
Powered by Profi-Lingua
Jednak, po mimo wszechogarniającej apatii, znudzenia, może nawet częściowego pogodzenia się z wydawałoby
się „nieuchronnym” losem, ludzie, znajdujący się w getcie potrafili zdobyć się na okazywanie pewnych zwykłych, ale i pięknych zarazem uczuć. Umieli działać, starać się, pracować nad jakimś „możliwym” rozwiązaniem. Działanie było jedyną szansą przetrwania. Bierność oznaczała pewną śmierć. Przede wszystkim jednak nie zapomnieli jak kochać drugą osobę. Garnęli się do siebie, jak nigdy przedtem. Potrzebowali kogoś, kto mógłby dodać im otuchy w tym trudnym momencie. Osoby, potrafiącej zrozumieć, czy pocieszyć. Wiedzieli, jakim niezwykłym skarbem jest posiadanie kogoś, kto gotów jest zasłonić twój brzuch własną ręką. Edelman nie chciał popełniać samobójstwa. Owszem, zginąć, ale jedynie w walce. On chciał walczyć. Konfrontacja, z bronią w ręku stanowi o bohaterstwie, ale chociaż Edelman dążył do niej, taką obrał drogę, nie odrzucał bohaterstwa ludzi, którzy ginęli w milczeniu, rozumiał postępowanie samobójców. Różne były próby realizacji, ale motywacja ta sama. Wobec braku jakiejkolwiek nadziei na ocalenie życzeniem każdego stawała się godna śmierć. Nie w upodleniu, nie z rąk niemieckich oprawców, ale według świadomej decyzji, w samodzielnie wybranym miejscu i czasie. Pobyt Edelmana w getcie oraz wszystko to, co tam się wydarzyło miało ogromne znaczenie w dalszym życiu tego człowieka. Tragedia, której był świadkiem, bestialstwo i okrucieństwo przepełniające getto (np. zbiorowy gwałt Ukraińców na młodej dziewczynie), niegodziwość, próba ośmieszenia i upodlenia ludzi (dawanie gminie tzw. „numerków życia”) spowodowały, że ostatni przywódca powstania musiał po wojnie „ochłonąć”. Pozbyć się tego piętna, tych okropnych wspomnień. Przesypiał całe dni i tygodnie. Czegoś mu brakowało. Na coś wciąż czekał. (...)wciąż mi się zdawało, że jeszcze coś muszę zrobić, gdzieś iść, że ktoś na mnie czeka i trzeba go ratować (...) Ostatecznie podjął studia medyczne. Uświadomił sobie, że jedynie wykonując zawód lekarza może pomagać ludziom. Może „zmyć” z siebie część „tamtych, wojennych” wspomnień. Znaleźć spokój i ukojenie. Edelman wiedział, że wykonuje niemal identyczne zadanie, co kilka lat wcześniej na placu przeładunkowym. Doskonale zdawał sobie sprawę, z faktu, iż chociaż „forma” jest inna, w gruncie rzeczy „treść” pozostaje ta sama. (...) uprzytomniłem sobie kiedyś pod palmą, że właściwie to jest to samo zadanie, co tam. Na Umschlagplatzu. W tym krótkim utworze, skompilowanym z kilku prozaicznych, zwykłych, widzianych z perspektywy czasu rozmowach, pojawia się także inny, niezmiernie istotny aspekt. Problem mitologizacji rzeczywistości. Tego czy ważniejsze są nieprawdziwe wzorce herosów czy może jednak autentyczne postawy zwykłych ludzi. Żaden z nich nigdy tak nie wyglądał, nie mieli karabinów, ładownic ani map, poza tym byli czarni i brudni, ale na pomniku jest tak jak pewnie powinno być. Na pomniku jest jasno i pięknie. Demitologizacja, której sprawcą jest Edelman, z pewnością nie przysparza mu zwolenników we wszystkich środowiskach. Jest jednak próbą, stanowi szczerą odpowiedź na pytania, odnośnie historii, do której on sam nie chciał już wracać. Ale skoro zdecydował się ją komuś opowiedzieć, czemu miałby kłamać. On, uczestnik i „wojownik”, ten, który tam był i tego wszystkiego doświadczył. Nie można uginać się przed okolicznościami, przed konwenansem, czy ogólnym zapatrywaniem się społeczeństwa na te utarte już mity. Prawda zawsze powinna być bezwzględna, a pojęcie relatywizmu nigdy nie może jej wypaczać.
Opublikowano dnia:
czerwca 14, 2007
Więcej na temat Dokumentalne
Więcej streszczeń autorstwa MASTERR
More