W 1985 roku rozegrał się dramat dwóch alpinistów
Joe’go Simpsona i
Simona Yatesa zdobywających szczyt w Andach –
Siula Grande. Góra została przez nich zdobyta, ale powrót stanowił drogę przez mękę, szczególnie dla Joe’go, który ze złamaną nogą, spragniony i głodny wydostał się z rozpadliny a potem bliski śmierci, czołgając się przemierzył lodowiec, by dotrzeć do obozu.
Po siedemnastu latach, w 2002 roku Kevin Macdonald postanowił nakręcić film o tej niemal śmiertelnej przygodzie. Joe’ mu nie uśmiechało się wzięcie udziału w tym przedsięwzięciu, ponieważ dramatyczne przeżycia odbiły się na jego psychice i długo wracał do równowagi. Ostatecznie jednak zdecydował się pomóc w realizacji filmu.
W Limie Joe pisał pamiętnik o teraz starał przypomnieć sobie minione wydarzenia. Do miejsca dramatu w Peru wracali samolotem. Siula Grande majestatycznie górowała nad Andami. Z Limy trzeba było tydzień podróżować autobusem, by dostać się do osady Cajatambo. Tu kończyła się asfaltowa droga i dalej trzeba było cały 6-tonowy sprzęt i prowiant transportować na 70 osłach. Oprócz tego cała grupa liczyła 7 wspinaczy, 8 członków ekipy filmowej, 12 pomocników i oczywiście trzech bohaterów wyprawy. W Andach mieli filmować plenery i dalekie ujęcia, w Alpach zbliżenia z udziałem aktorów.
Joe ciągle ma obawy. Uważa, że przyjeżdżając w to miejsce, zatacza krąg, jakby już nic w życiu nie miało go spotkać.
27 lipca 2002 roku w sobotę rozbili obóz, niedaleko obozu aklimatyzacyjnego z 1985 roku. Powędrowali tam z reżyserem. Początkowo Joe dość obojętnie reagował na otoczenie, ale kiedy Simon wskazał miejsce, gdzie znalazł kolegę, Joe’go ogarnęła panika. Przypomniał sobie, jak było mu ciężko.
Po kilku dniach powędrowali na lodowiec. Zimno dało się we znaki szczególnie ekipie filmowej.
Tymczasem Simon wydawał się być nie przejęty obecnością na Siula Grande, ale wydarzenia sprzed lat wpłynęły na wzajemne stosunki alpinistów. Od dziewięciu lat Simon nie mieszka już w Shefield. Wyznaje, że razem się wspinali, ale właściwie nie byli przyjaciółmi z Joe. Nie przeżywa powrotu w Andy tak emocjonalnie. Richard, ten który wówczas pilnował obozu a obecnie mieszka w Japonii, twierdzi, że Simon wykształcił w sobie jakiś mechanizm obronny, bo często przedstawiano go jako „tego, który przeciął linę”.
Natomiast Joe bardzo denerwował się, kiedy czołgał się po lodowcu, odtwarzając tamtą historię. Wiedział, że na ścianie jest bardzo niebezpiecznie i obawiał się kręcenia scen w tym miejscu. W końcu głupio by było stracić teraz życie, wówczas z takim trudem ocalone. Nienawidził tego miejsca, tam przecież prawie umarł. W Dolinie Śmierci, jak nazwał ją Joe mieli kręcić jego samotną wędrówkę. Alpinista wyznaje, że ogarnia go klaustrofobia, nawet kolano mu dokucza. Filmują z dużej odległości, żeby nie było widać twarzy, a on jest coraz bardziej zdegustowany. Stosunki z ekipą filmową wyraźnie się ochładzają. Drażni go praca nad realizacją filmu. Spodziewał się jakichś nadzwyczajnych przeżyć, a tu w kółko powtarzające się ujęcia.
Mimo wszystko było to dla niego traumatyczne przeżycie, ale po ukończeniu filmu był z niego zadowolony, ponieważ wiernie oddawał jego przeżycia. Simon nie wytrwał do końca realizacji.