Edelman przytaczając przykład 40 tys. tzw. numerków życia, przekazanych przez Niemców
gminie w getcie, w celu ich rozdysponowania pomiędzy jej członkami pokazuje przed jak trudnym dylematem moralnym staję człowiek. Czy jest taka miara, według której można rozstrzygnąć, kto ma prawo żyć? pyta lekarz. Według niego coś takiego nie istnieje, a jeśli nawet to bynajmniej nie człowiek ma prawo do wydawania takiego sądu. On pomagał wszystkim przez całe życie.
Marek Edelman po wojnie długo milczał w sprawie wydarzeń w getcie. Był człowiekiem skromnym, częściowo zapomnianym, nie zabiegał o przebywanie w światłach jupiterów. Z pewnością zdawał sobie sprawę z faktu, iż opinia publiczna z reguły nie zawsze pamięta o wszystkich prawdziwych bohaterach czy nawet uczestnikach poszczególnych zdarzeń, którzy niekiedy niezwykłymi zaletami swojego serca byliby w stanie nie tylko zrównać się, lecz nawet przyćmić rozpowszechnione postacie spiżowych pomników. O Korczaku wiedzą wszyscy(...) Korczak był bohaterem (...) A Pola Lifszyc? (...) Kto wie o Poli Lifszyc?
Niechętnie wygłaszane przez Edelmana relacje, opowiadania z tamtego okresu były przyjmowano dosyć chłodno. Uwagi, takie jak np.: ta dotycząca pomnika walczących powstanców, z pewnością nie przyniosły mu zbyt wiele sympatii. Żaden z nich nigdy tak nie wyglądał, nie mieli karabinów, ładownic ani map, poza tym byli czarni i brudni, ale na pomniku jest tak jak pewnie powinno być. Na pomniku jest jasno i pięknie. Dla Edelmana, każda nawet najmniejsza szansa życia staję się niezwykle istotna (...) życie stanowi dla każdego całe sto procent Uważa, że gdy człowiek dobrze zna śmierć, to ma wtedy większą odpowiedzialność za życie. Edelman znał ją doskonale ją, oraz wiele innych okropnych i odrażających zachowań ludzi, a właściwie należałoby tu użyć określenia, bestii, wykorzystujących strach ofiar i swoją bezkarność, tak jak na przykład zbiorowy gwałt Ukraińców na młodej dziewczynie we wnęce sali, wypełnionej masą niereagujących i pozbawionych nadziej osób.
Marek Edelman nie przywiązuje zbyt dużej wagi, do zarzutów stawianych mu przez różnego rodzaju osoby czy środowiska zarzucające mu demitologizacje i swoiste uczuciowe spłaszczanie pewnych faktów i wydarzeń. Stara się akceptować, przyzwala na wszelkie zmiany w historii, dotyczące np. okresu, jaki wytrzymał na torturach Jurek Wilner czy zajęć Mordechaja Anielewicza. Dla niego to już i tak nie ma znaczenia. No dobrze – mówi Edelman – Antek chce, żeby nas było pięciuset, literat S. chce, żeby ryby farbowała matka, a wy chcecie, żeby siedział miesiąc, przecież to już nie ma żadnego znaczenia. Dla mnie Marek Edelman to osoba niezwykła. Wielka postać, która zamiast tracić czas na zbędne przemówienia czy wywiady zajęła się niesieniem pomocy innym ludziom. Człowiek, bohater, jakim w moich oczach stał się przede wszystkim po zakończeniu II wojny światowej, kiedy to potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie ulegając wpływom otoczenia pozostać sobą. On osiągnął dużo już przed 1945 ale był na tyle mocny psychicznie by nie zachłysnąć się swoją wielką przeszłością i konsekwentnie zdobywał nowe szczyty, doskonalił się i pamiętając o wydarzeniach z getta zawsze starał się nieść pomoc, tym, którzy jej potrzebowali. Skromny i wielki.
Kierujący się w swoim życiu przede wszystkim dobrem i życiem innych, dla wielu, w tym również i dla mnie pozostanie przykładem osoby nierobiącej niczego na pokaz, lecz systematycznie, krok po kroku, dzień za dniem realizującej wytyczone przez siebie cele, o jakich wielu nawet nie śmiało by marzyć. Właśnie tacy ludzie stają się prawdziwymi bohaterami. Osoby, które nie czekając na poklask i należne sobie odznaczenia czy nagrody wykonują swoją pracę najlepiej jak tylko potrafią. Postacie konsekwentne w swym działaniu, zdolne do podejmowania szybkich, męskich decyzji, niebojące się ryzykować i wierzące w uniwersalne etyczne zasady, którymi ludzkość powinna się zawsze kierować, bez względu na czasy, w jakich przyjdzie jej żyć. Bowiem żadna wojna, zaraza czy katastrofa nigdy nie zagłuszy w człowieku jego pierwotnych, dobrych nawyków, jeśli on nie zapragnie uczynić tego samemu.