Po roku 2000 u Pani H.O. zdiagnozowano niewielki guz w lewej piersi. Skierowano ją do Szpitala im.św. Łukasza w Tarnowie
w którym mieści się przychodnia onkologiczna.
-Guzek był obserwowany , co jakiś czas przeprowadzono biopsję i za każdym razem wynik był taki sam: guz niezłośliwy.
W roku 2002 nieoczekiwanie biopsja wykryła komórki rakowe. W przychodni powiedziano pani H.O, że chodzi z tykającą bombą zegarową, którą trzeba natychmiast usunąć. Pani H.O. poszła do innego lekarza aby upewnić się co do wyników badania. Trafiła na lekarza ,który przedstawił się jako chirurg onkolog i zaproponował ,że przeprowadzi operację u siebie w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej. Pani się zgodziła i 12 grudnia 2002r. przeszła amputację lewej piersi wraz z usunięciem węzłów chłonnych.
Cały czas po operacji była pod kontrolą w przychodni tarnowskiej. Zadowolona z pomyślnie przeprowadzonej operacji i dobrych wyników kontrolnych uwierzyła w skuteczność zabiegu. Jednak po czasie zaczęła się zastanawiać dlaczego nie kierowano ją
na chemio- ani radio-terapię i nie zapisano żadnych lekarstw. Wtedy zwróciła się do katedry patomorfologii w Krakowie, która przeprowadziła badania histopatologiczne po operacji w 2002 roku. Gdy dostała wynik oniemiała. Z opisu wynikało ,że nigdy żadnego raka nie miała. Katedra Patomorfologii Collegium Medicum UJ wydała Pani H.O. zaświadczenie z konsultacji medycznej w którym nie stwierdza się obecności komórek rakowych.
Pani O. napisała pozew, w którym domaga się od szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej 200 tys.zł oraz renty w wysokości 600zł. miesięcznie, a od Szpitala św. Łukasza w Tarnowie 100 tys. zł.
Pozew złoży we wrześniu po zakończeniu urlopów - wyjaśnia pacjentka. Jak się sprawa zakończy przed sądem?
Ale jak czuje się 42 letnia kobieta, która straciła pierś a w dodatku od czasu operacji mnożą się jej choroby /puchnie ręka, problemy z kręgosłupem, pojawiła się skolioza/.