Słuch absolutny posiada jeden człowiek na 10 tysięcy, jednak badania pokazały, że pośród studentów, którzy naukę (bez względu
na płeć) rozpoczynali miedzy 4 a 5 rokiem życia, około 60% Chińczyków i 14% mówiących innymi językami posiada słuch absolutny, jeśli naukę rozpoczynali w wieku 6 lub 7 lat proporcje te wynosiły odpowiednio 55% i 6%, a jeśli naukę muzyki zaczynali w wieku 9 lub 10 lat – 42% i O%. Na tej podstawie Deutsch postawił hipotezę, że „w korzystnych warunkach małe dzieci mogą nabywać słuch absolutny w trakcie uczenia się mowy, a potem cechę tą wykorzystywać muzycznie”. Jest on zdania, że takie nabywanie słuchu muzycznego jest podobne do uczenia się drugiego języka. Badania niemowląt ośmiomiesięcznych wskazują, że być może wszystkie dzieci są w stanie rozwinąć słuch muzyczny, jeśli edukacja muzyczna będzie następowała w trakcie nauki języka. Uważa również, że słuch absolutny miał kluczowe znaczenie dla rozwinięcia się mowy i muzyki, w ewolucyjnych początkach rozwoju człowieka. „Dla umysłów neandertalczyków charakterystyczny był taki kombinowany przedmuzyczny przedjęzyk. Taki śpiewany język znaczeniowy, pozbawiony oddzielnych słów w naszym znaczeniu”, który powstał w efekcie nagromadzenia się niezależnych umiejętności, takich jak zdolności mimetyczne (upodabniania się) i słuch absolutny. Już J.J. Rousseau zastanawiał się nad tym, czy w prymitywnych społecznościach mowa i śpiew różniły się od siebie, były one jego zdaniem bardziej melodyjne i poetyckie niż praktyczne i prozaiczne. Marcel Proust zastanawiał się, czy muzyka nie jest jedynym przykładem tego, czym mogłoby być porozumienie dusz, gdyby nie było wynalazku mowy. Przeciętnie potrafimy odróżnić dźwięki różniące się o jedną siedemnastą tonu i od najniższych do najwyższych słyszymy około 1400 rożnych dźwięków. Mózg dostosowuje się do naszych możliwości odbierania dźwięków (podobnie jak i innych bodźców). Kiedy Jakob, kompozytor w podeszłym wieku zaczął odbierać tony o wyższej częstotliwości niż rzeczywiste, co bardzo utrudniało mu słuchanie muzyki i komponowanie, jego mózg się do tego dostosował. Kiedy jednak koncentrował się na jakimś dźwięku, próbując usłyszeć jego właściwe brzmienie, przez jakiś czas udawało mu się korygować to zniekształcenie. I im więcej grał i komponował, tym bardziej udawało mu się nad nim zapanować. Uznał, że nieprzerwany trening w tym kierunku (przyjął do realizacji wiele trudnych zamówień na kompozycje) pomoże mu nad tym zapanować, co się potwierdziło. Kiedy do mózgu docierały informacje z uszkodzonego ślimaka, ich korowa reprezentacja kurczyła się, natomiast nieustanna koncentracja powodowała jej rozszerzanie „przestrojenie mózgu muzyka mogło zrekompensować postrzępione i zafałszowane informacje, jakich dostarczał jego starzejący się ślimak, za sprawą muzycznej aktywności, uwagi i wysiłku woli mózg Jacoba dosłownie sam siebie przekształcił”. Kiedy doktor Jorgensen stracił słuch w prawym uchu, stracił przyjemność słuchania muzyki. Utworom „brakowało przestrzenności, obszerności, bogactwa, rezonansu, co sprawiało, że muzyka wydawała się „płaska i pozbawiona życia”. Jednak z biegiem czasu, słuchając ulubionych koncertów, zaczął je odbierać zdecydowanie lepiej, jego mózg dostosował się do ubytku, potrafił lepiej wykorzystywać te informacje, które do niego docierały. O znaczeniu przestrzennego odbierania muzyki, tak pisze jeden krytyk muzyczny, który również utracił słuch w jednym uchu: „Muzyka była dla mnie zawsze cudownym, trójwymiarowym pojemnikiem, naczyniem równie rzeczywistym jak chatka myśliwska, katedra, czy statek, a posiadającym stronę wewnętrzną i zewnętrzną oraz podzielonym na wewnętrzne przestrzenie”. Po ubytku słuchu nie jest w stanie „wniknąć w muzykę, aby oglądać jej wewnętrzna strukturę”, ale zachęcony przykładem doktora Jorgensena codziennie słucha muzyki, starając się pamiętać jak brzmiała kiedy słuchał jej dwojgiem uszu. Martin w wieku trzech lat zachorował na zapalenie opon mózgowych, co miało szkodliwy wpływ na jego intelekt i osobowość, pojawiły się za to uzdolnienia muzyczne. Znał ponad dwa tysiące oper i wszystkie kantaty Bacha, przy tym pamiętał nie tylko melodie, ale wiedział, co grał jaki instrument i co śpiewał jaki głos. Inny upośledzony uczeń nie potrafił zawiązać sobie butów i dodać dwa do jednego, ale mógł odegrać dowolny motyw z symfonii Beethovena, transponując go w dowolną tonację, a jego gra była niezwykle piękna i poruszająca. Stephenowi Wiltshire, autystykowi, wystarczył jeden rzut oka, aby precyzyjnie narysować skomplikowaną budowlę lub cały pejzaż miejski oraz przez całe lata nosić w pamięci zapamiętane obrazy. Miał ponadto słuch absolutny i potrafił natychmiast powtórzyć skomplikowana melodię, którą usłyszał po raz pierwszy. Stwierdzono, że takie zdolności mogą się pojawić, kiedy niedojrzałość lewej półkuli mózgu w okresie płodowym lub niemowlęcym zastąpi nadmiarowy rozwój prawej półkuli. Możliwe, że takie „umiejętności występują u nas wszystkich we wcześniejszym okresie życia, potem jednak w trakcie rozwoju mózgu zostają stłumione, a przynajmniej odgrodzone od jaźniowej świadomości”.