Bohaterami reportażu w nr 24 Tygodnika Powszechnego są młode osoby, dwudziestoparolatkowie; Alicja, Andrzej,
Maria. Ponieważ opisuje on przeżycia bardzo osobiste, imiona są zmienione. Wszyscy troje mają w miarę udane życie, a mogłoby być wspaniałe. Ich ciała są zdrowe, natomiast chora jest psychika. Cała trójka cierpi na hipochondrię, Tylko Maria korzysta z pomocy psychologa. Alicja jest studentką, ponadto pracuje. Maria jest mężatką , nie pracuje, studia przerwała, pomaga mężowi w jego firmie. Andrzej studiuje. Mieszka w internacie w Niemczech. Nie ma dziewczyny, przyjaciół. Ma internet. Światem pozostałych też jest internet. Alicja ma często
duszności. Prawdziwe, czy wyimaginowane nie wiadomo. Astmy nie ma, a panicznie
się jej boi. Gdyby nie bała się astmy, zapomniałaby co to duszność. Często bywa u lekarzy, stosuje na własną rękę antyastmatyczne inhalacje. Lekarze osłuchując ją nie słyszą świstów, gardło ma w porządku. Nie może normalnie funkcjonować, bo myśl o astmie wypełnia jej głowę, boi się duszności w każdym momencie swego życia. Niewątpliwie ma subiektywne uczucie duszności, choć obiektywnie te duszności nie istnieją. Andrzej boi się ślepoty. Wzrok ma dobry, a mimo to wciąż wydaje mu się, że widzi źle. Gdy zapomina o grożącej mu ślepocie ma wrażenie, że głuchnie. U Marii jest wszystko chore, według niej ostatnio była pewna, że ma raka wątroby. Bardzo cierpi. W internecie szukają informacji o chorobach. Na forach interesują ich dyskusje osób mających problemy takie jak oni. Ale są okresy ulgi, wtedy czują, że żyją, a świat odzyskuje dawno nie widziane kolory. Reportaż jest wstrząsający, bo ból jego bohaterów boli czytelnika.
Sporo się ostatnio pisze na temat depresji, choroby, która była zawsze, ale jeszcze niedawno znajdowała na peryferiach medycznych zainteresowań. Dobrze, że autor reportażu poruszył traktowany z reguły żartobliwie problem hipochondrii. Chodzi jednak nie o przewrażliwienie na swoim punkcie, ale o hipochondrię patologiczną, która powinna być leczona, aby chorzy mogli wrócić do świata zdrowych i cieszyć się życiem nie od święta.