To jest dopiero niezły odjazd! Naprowadzony przez artykuł w dzisiejszej
krakowskiej "Gazecie Wyborczej", odwiedziłem
stronę Wirtualnego
Cmentarza i popadłem w nieme osłupienie, zanim pomyślałem, żeby napisać
jakieś streszczenie tej strony...
Portal został założony przez dwóch kolesiów w grudniu ubiegłego roku.
Jeden miał ogólną koncepcję, drugi zdolności plastyczne i zna się na
grafice komputerowej. Sam pomysł zaczerpnięty został z życia, a
dokładniej potrzeby na miejsce, gdzie można by wspominać bliską zmarłą
osobę, której ciało zostało poddane procesowi kremacji, a prochy
rozsypane w przestworzach. Jak to poetycko brzmi, prawda?
Tak więc mamy nieistniejący w rzeczywistości cmentarz komunalny, do
złudzenia przypominający krakowski Cmentarz Rakowicki, a przynajmniej
jego najstarszą część, z nieograniczoną liczbą miejsc, gdzie można
pochować zmarłych, zgodnie ze swoim kaprysem wystawić im skromny
nagrobek, bądź też istne
mauzoleum na zielonej i soczystej murawie w
sektorze dla
katolików, ateistów, buddystów, bądź też drogich zmarłych
innych wyznań. Można wybrać sobie nagrobek z przedstawionych
propozycji, co kosztuje 5 zł plus VAT, można też go zaprojektować
współpracując z grafikiem komputerowym, ale to już kosztuje... 300 zł
plus VAT. Można zażyczyć sobie pochówku na samym cmentarzu, albo też w
katakumbach (m. in. obok Adolfa Hitlera, który tam spoczywa). Nowy
pochówek kosztuje 5 zł plus VAT i składa się z 8 kroków (zupełnie jak w
internetowym koncie bankowym), podczas których należy wypełnić
odpowiednie kwestionariusze, czyli zdecydować się na rozmiar grobu
(jedno-, dwuosobowy, a może rodzinny?) i wypełnić odpowiednie dane, tak
osobowe, jak i te w stylu: miejsce śmierci, przyczyna, wyznanie, itp.
No i zapłacić. Preferowane są karty kredytowe VISA i MasterCard oraz
przelewy. Cennik mamy u dołu strony, a tam wszystko wyszczególnione jak
trzeba, nawet ceny wirtualnych świeczek, zniczy i kwiatów (przed bramą
cmentarną znajduje się sklepik obsługiwany przez cmentarną babcię, co
kwiaty z grobów pewnikiem zachachmęca i ona te wszystkie dodatki
serwuje).
Poza tym tuż obok głównej bramy znajduje się mniejsza i jest to drugi
cmentarz dla... zwierząt. A tam kolejne nagrobki pełne Pucków, Burków,
Zenków, Pędzlów i innych dwu- i czworonogów z ludzkiego otoczenia,
które w końcu także zasługują na naszą łezkę i świeczkę, no nie?
Całość okraszona melancholijną muzyką organową w stylu tych dobrze
znanych kościelnych, przy których można usnąć, bo nic lepszego nie
przychodzi do głowy, z przebijającym od czasu do czasu odgłosem
startującego w tle samolotu liniowego.
W sumie niezły pomysł, chociaż nieco kontrowersyjny, ale i
usankcjonowany prawnie, a także mający poparcie wśród naszego
nieocenionego kleru, a wiec dobry. Ale i szalony, bo można jeszcze za
życia zarezerwować sobie miejsce, wypełnić dane i ustawić automatyczny
nekrolog, który wyśle po naszej śmierci wskazana przez nas osoba
trzecia, np. nieutulona w bólu żona, jeśli ktoś takową posiada.
Wasz drogi wirtualny Truposz