Kto chce zwiedzić Paryż bez wychodzenia z domu? A może udać się do Nowego Jorku, wystarczy wejść do internetu ,gdzie
dostępna jest usługa
Google - Street View.
Wszystko zaczęło się od pojawienia obrazów trójwymiarowych z amerykańskich miast, gdzie myszką jak w grze komputerowej można przemierzać ulice i zaglądać w zaułki. Po Ameryce przyszedł czas na Japonię, Australię, Nową Zelandię, Francję, Hiszpanię, Włochy, Wielką Brytanię i Holandię.
Od maja tego roku można spotkać samochody Google ,krążące po ulicach, fotografując jej zakątki. W niedługim czasie będzie można zobaczyć Warszawę na całym świecie. Nie wszyscy to akceptują i uznają usługę Google za kontrowersyjną. Są już protesty i też rozpoczęły się w USA. Departament Bezpieczeństwa zażądał usunięcia ze Street View bazy wojskowej w Texasie , ale /ktoś na fotografowanie zezwolił/. Następnie miasteczko North Oaks, które jest własnością prywatną też zaprotestowało przeciw swej obecności w sieci. Walczy też z Google Japonia ,gdzie grupa japońskich intelektualistów zażądała zrezygnowania z usługi w ich ojczyźnie. Motywują to naruszeniem prawa do prywatności i pokazywania twarzy obywateli bez ich zgody. W Anglii grupa 200 obywateli też złożyła protest, gdyż rozpoznali się na fotografiach w internecie ,a nie pytano ich o zgodę. Z tych też powodów amerykańska firma ma kłopoty z powiększeniem miejsc zwiedzania o Szwajcarię,Grecję i Kanadę. Może to robić po zamazaniu twarzy widocznych osób i numerów rejestracyjnych pojazdów.
A co na to Warszawiacy gdy się rozpoznają? Głowa do góry i do przodu. Całe to zamieszanie zwiększa tylko popularność Street View. Każda nowość budzi mieszane uczucia a raczej odczucia!