Jakiś czas temu moja żona wyciągnęła mnie na "babski weekend" do swoich znajomych. Jako, że poza mną, jedynym mężczyzną był
tam gospodarz - siedzieliśmy sobie w pokoju obok i grali w różnorakie gry planszowe. Tam zapoznałem się z wyśmienitą i bardzo prostą w instrukcji grą
Carcassonne autorstwa
Klausa-Jurgen Wredego. Swą nazwę wzięła od francuskiego miasta, które w średniowieczu i czasach nowożytnych toczyło nieustanne polityczno-religijne wojny, przez co było naprzemian burzone i rozbudowywane.
Przejdźmy do rzeczy:
Gra polega na rozbudowie tegoż miasta za pomocą żetonów w takich elementach jak: zamki, drogi, klasztory i łąki. Do zamków przypisani są rycerze, do dróg rabusie, do klasztorów mnisi a do łąk chłopi. Należy tak grać aby jak najwięcej zbudować (wariant pokojowy) i/lub udaremnić urbanizację przeciwnikom (wariant agresywny ;)).
Dziś grałem wraz z moim ośmioletnim siostrzeńcem i nie było większych problemów ze zrozumieniem zasad.
Minusem gry jest jej cena - w okolicach 60 złotych.
Plusem - świetna jakość wykonania i naprawdę wciągająca rozgrywka.
Polecam rodzinom ze starszymi dziećmi.