Jak pamiętamy z części pierwszej niniejszej pracy, zanim Kartezjusz uzasadnił istnienie świadomego „Ja”, zanegował całkowicie
świat zewnętrzny, zanegował świat rzeczy, poddając wątpieniu jego prawdziwość. Przyznać należy, że sytuacja, w której nie można już wątpić o istnieniu własnej świadomości, przy jednoczesnym braku uzasadnienia dla pewności, co do istnienia
świata zewnętrznego jest co najmniej osobliwa. Nie sposób nawet sobie wyobrazić takiego „Ja”, które istnieje zawieszone jakby w pustce. „Ja”, które istnieje bez jakichkolwiek relacji ze światem zewnętrznym, ponieważ tego świata w ogóle nie ma.
Nieuniknionym w tej sytuacji stało
się, dla Kartezjusza, postawienie pytania o to, czy istnienie świata materialnego może dla nas stać się tak pewne, jak istnienie świadomego „Ja”? By na to pytanie odpowiedzieć musiał myśliciel odbudować, zniszczone przez wątpienie, relacje ludzkiej świadomości ze światem zewnętrznym. Aby osiągnąć ten cel doszedł on do wniosku, że wpierw należy udowodnić istnienie samego Boga, ponieważ dopiero z istnienia Boga wywodzić zdoła istnienie świata. Można być zaskoczonym tego rodzaju wnioskiem, lecz dla Kartezjusza miał ten wniosek swoje uzasadnienie. Łatwiej mu było o pewność istnienia samego Boga, niż świata, ponieważ wyprowadzał ją z istnienia, niepodlegającej już wątpieniu, świadomości, w której przecież zakotwiczone jest wyobrażenie, jakie o Bogu mamy.
Bóg wedle tego wyobrażenia jest oczywiście istotą nieskończoną, a to już daje do myślenia. Jak jest bowiem możliwe by skończony, ograniczony ludzki umysł mógł wytworzyć w sobie idę nieskończonego Boga? – Zapytuje filozof. Wszak, wedle jego przekonania, to, co jest skończone nie może być przecież przyczyną czegoś nieskończonego. Toteż nie człowiek wymyślił ideę Boga, lecz została ona niejako wszczepiona w ludzki umysł przez istotę nieskończoną, czyli przez samego Boga – podsumowuje Kartezjusz.
Skoro zatem posiadamy w naszej świadomości wrodzoną ideę Boga, rozumował myśliciel, to dojść musimy do wniosku, że istnieje Bóg, który ją w naszym umyśle umieścił.
Powyższy dowód na istnienie Boga pozwolił Kartezjuszowi na odzyskanie pewności istnienia świata. Przekonany był on przecież, że tak doskonała istota, jaką jest Bóg nie mogłaby nas łudzić i okłamywać, co do tego, że świat, który jest oczywiście Jego dziełem, istnieje. Niezaprzeczalnymi atrybutami tak doskonałego bytu, jakim jest Bóg są wszak dobro i prawdziwość. Kłamstwo i złudzenie są wynikiem niedoskonałości, czyli braku, braku dobra, braku prawdy. Prawdziwość Boga gwarantuje tu zatem prawdziwość świata, który On stworzył, a co za tym idzie, gwarantuje prawdziwość poznania owego świata.
Gdyby tak Kartezjusz zechciał teraz podsumować swoje rozważania nad owym „cogito”, do którego udało mu się dotrzeć jako do pierwszej zasady jego filozofii, powiedziałby zapewne, że zaczął od wątpienia. Zastrzegłby jednak, że wątpienie owo nie wynikało z frustrującego poczucia niemocy wobec wszelkiego poznania. Stwierdziłby raczej, że wątpienie to stanowiło tutaj tylko fazę przejściową, było jakby środkiem do celu, metodą służącą do tego, aby nieuzasadnione i przez to niepewne przekonania przekształcić w uzasadnione i pewne. Śledząc tę drogę dostrzec można było jak Kartezjusz wątpiąc o wszystkim cofnął się w tym negowaniu wszystkiego aż do takiego punktu, w którym wątpić już dalej się nie dało. Nie dało się bowiem zanegować własnego myślenia, a przez to źródła tego myślenia, czyli własnego rozumu. Osiągnął on tym samym punkt zwrotny, na bazie, którego mógł uchwycić to, co jest bezsprzecznie pewne. Pewne, czyli, jasne i wyraźne. Z postulatu myśliciela, aby za prawdziwe uznać tylko, to, co jasne i wyraźne, wynika, że prawdziwe może być tylko to, co daje się ująć logicznie i racjonalnie. Tak więc Kartezjusz nakłania, aby nic za prawdę nie przyjmować, czego nie zaakceptuje rozum, bowiem: „prawdą – wedle niego – jest to, co rozum jasno i wyraźnie pojmuje”<1>. To szczególne zadanie, którym w swojej filozofii Kartezjusz wyróżnił rozum (z łacińskiego: ratio) przyczyniło się do określania jego koncepcji oraz nawiązujących do niej doktryn mianem racjonalizmu.