• Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?

Streszczenia i krótkie recenzje

.

Strona główna Shvoong>Sztuka I Nauki Humanistyczne>Filozofia>Myślę, więc jestem, czyli: Cogito według Kartezjusza. (Część pierwsza)

.

Myślę, więc jestem, czyli: Cogito według Kartezjusza. (Część pierwsza)

autor : dedalus    

Autor : dedalus
Powered by Profi-Lingua
„…starać się zawsze zwyciężyć raczej siebie, niż los, i raczej odmienić me pragnienia, niż porządek świata, i na ogół przyzwyczaić
się do przeświadczenia, iż niemasz nic, coby było zupełnie w naszej mocy, prócz naszej myśli”.
Kartezjusz, Rozprawa o metodzie.
Na przestrzeni dziejów ludzkiej myśli od zawsze były w niej obecne pytania, dotyczące natury wszechświata, celowości jego istnienia, miejsca człowieka i sensu jego egzystencji. Te fundamentalne pytania zrodziły w ludziach pragnienie poszukiwania oraz odkrywania prawdziwej wiedzy, wiedzy, udzielającej prawdziwych odpowiedzi. Jednak już na początku owych poszukiwań ujawniła się podstawowa trudność: skąd pewność, że odpowiedzi, jakich udzielimy będą tymi właściwymi, że wiedza, jaką dzięki tym odpowiedziom zbudujemy nie będzie wiedzą fałszywą? Czy jest w ogóle możliwe by coś tę pewność dało?
Kiedy René Descartes – francuski filozof i matematyk epoki nowożytnej zwany później Kartezjuszem – powiadał, że to jest pewne, co jest jasne i wyraźne<1>; wcale za pewną nie uważał wiedzę, którą udało mu się zdobyć w elitarnym kolegium jezuickim stanowiącym miejsce jego edukacji. Tej pewności nie dawały mu, tak poglądy autorytetów, jak i książki, których lekturze młody Kartezjusz się oddawał. A przecież, jak zwykł powiadać: „nie można zbudować nic trwałego na podstawach tak niepewnych”<2>. Wszak dotychczasowa wiedza, wiedza, którą wyniósł ze szkoły, wedle niego, ani jasna, ani wyraźna nie była, prócz może matematyki. Odwrócił się zatem Kartezjusz od wiedzy teoretycznej mając ją zarazem we wdzięcznej pamięci. „Zgodziwszy się nie szukać już innej wiedzy – powiadał – prócz tej, jaką mógłbym znaleźć w samym sobie, lub też w wielkiej księdze świata, obróciłem resztę młodości na podróżowanie, oglądanie dworów i wojsk, szukanie towarzystwa ludzi rozmaitych usposobień i stanów, gromadzenie rozmaitych doświadczeń, próbowanie samego siebie w przygodach, jakie mi los nadarzy…”<3>
Był rok 1629 kiedy to Kartezjusz po latach owych podróży po świecie, gdzie, jak mawiał: „starał się być raczej widzem niż aktorem we wszystkich komediach, jakie się na nim odgrywa”<4>, zdecydował, że czas najwyższy zakończyć „studia” na tym swoistym uniwersytecie życia, by w samotności, z dala od zgiełku światowych wydarzeń, podsumować i ugruntować wszystko to, co nagromadziły lata obserwacji i refleksji. Osiadł zatem nasz myśliciel w Niderlandach. Oddając się tam w ciszy i spokoju rozmyślaniom nad dotychczasowymi doświadczeniami, poddał wnikliwej analizie, w pisanych przez siebie pracach, to, co udało mu się w świecie zaobserwować oraz jakie błędy należy w swym rozumowaniu eliminować. Pozwoliło mu to dojść do wniosku, że wszelka gromadzona przez człowieka wiedza jest skażona fałszem, że zmysły, którymi posługujemy się na co dzień są bardzo niedoskonałym narzędziem poznawania rzeczywistości. Potrafią nas łudzić i mylić. Wiedział także, że przekonania i poglądy dają się krytykować i obalać, więc nie są bezwzględnie pewne.
Cóż zatem jest pewne? Czy pozostaje nam teraz tylko wątpić o wszelkich możliwościach dotarcia do prawdy oraz pewności? Czy pozostaje nam wątpić o wszystkim? Kartezjusz przez lata swoich poszukiwań świadomie stawiał to pytanie. Teraz miał na nie odpowiedź.
Wątpić o wszystkim, jego zdaniem, wręcz należy, chroni to bowiem wątpiącego przed popadaniem w fałszywe mniemania. Jednak jest coś, o czym wątpić się nie da. Tym czymś jest samo wątpienie. Nie można wszak wątpić o tym, że się wątpi. „A czymże jest wątpienie?” – pyta myśliciel. Odpowiedź jest dlań oczywista: „wątpienie jest myśleniem”. Jeśli zatem nie mogę wątpić o tym, że wątpię to tym samym nie mogę wątpić o tym, że myślę. Przeto myśl istnieje, choćbym śnił lub choćby mnie zły demon (genius malignus) wprowadzał w błąd. Oto podstawa pewności, do jakiej Kartezjuszowi udało się dotrzeć. To, co jest przeze mnie pomyślane może być zwykłym błędem, wnioskuje filozof, może być także zaledwie snem, ale że myślę, to jest niewątpliwe. Mogę się mylić w rozumowaniach, ale nawet, jeśli tak jest to mylę się myśląc właśnie. Jeśli zatem nie mogę wątpić o tym, że moja myśl istnieje, to nie mogę wątpić o tym, że ja sam, który ową myśl pomyślałem, istnieję. Toteż w końcu Kartezjusz powiada: Cogito, ergo sum ( Myślę, więc jestem). A na pytanie: „czym jestem?” Odpowiada: „Istotą, która myśli”. Teraz wreszcie myśliciel odnalazł w sobie pewność, że dotarł do pierwszej zasady filozofii, której tak mozolnie poszukiwał.
Owej pierwszej zasady filozofii, tego niezachwianego fundamentu wiedzy, należy szukać, zdaniem filozofa, nie w tym, co przedmiotowe, materialne, znamionujące zewnętrzny świat rzeczy, lecz w samym człowieku, a ściślej, w tym, co stanowi o jego podmiotowości, w tym, co przynależy jego duszy, jego świadomości, jego myśli. Kartezjusz oddzielił tu w sposób zdecydowany świat myśli i ducha, od świata materii. Przesycając tym samym swoją filozofię tak zwanym dualizmem ducha i materii. „Ja”, do którego dotarł po tym, jak w toku wątpienia, wszystko zanegował, określił jako „rzecz myślącą” (res cogitans). A na pytanie, czym ono jest? Odpowiada, że jest ono tożsame z „umysłem, tzn. duchem, bądź intelektem, bądź rozumem”<6>. Toteż res cogitans jest, wedle niego, rzeczą, „która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także wyobraża sobie i czuje”<7>. Zgodnie z duchem dualizmu jej przeciwieństwem jest res extensa, która reprezentuje zewnętrzny świat przedmiotów. Owe zewnętrzne przedmioty określa Kartezjusz poprzez ich „pierwotne właściwości”, do których głównie należą: „rozciągłość” (łac. extensa) i ruch, a także kształt, wielkość, liczba, miejsce i czas.
Jednak żeby w ogóle mówić o zewnętrznych przedmiotach oraz ich własnościach należy wpierw udowodnić ich istnienie. A przecież jak pamiętamy, zanim Kartezjusz uzasadnił istnienie świadomego „Ja”, zanegował całkowicie świat zewnętrzny, zanegował świat rzeczy, poddając wątpieniu jego prawdziwość.
O tym jak z tej, zdawać by się mogło, patowej sytuacji filozof wybrnął opowiem w części drugiej niniejszej pracy.
Opublikowano dnia: marca 07, 2006
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5

Komentarze i recenzje dotyczące streszczenia Myślę, więc jestem, czyli: Cogito według Kartezjusza. (Część pierwsza)

Showing 3 out of 3   Dodaj komentarz
  1. 0 Zagłosuj 13 marca 2008
    1

    Nic

    jhkfhtg

    fajne streszczenie

  2. 0 Zagłosuj 2 kwietnia 2008
    2

    natka:*:*:*

    xxxDDDxxx

    może by tak jakis zdjecia jeszcze wlozyc!!!!!!! inaczej jest to beznadziejne !!!!

  3. 0 Zagłosuj 11 września 2008
    3

    Paul_94

    OK

    Fajne mi się podoba.Zobaczę co z tego będzie za ocena? Oczywiście po opracowaniu. :)

Bookmark & share this post

Osoby, które przeczytały to streszczenie, przeczytały także:

.