Konwoje arktyczne, którymi była dostarczana lwia część pomocy zachodnich aliantów do Rosji, to jakby makabryczny taniec śmierci, wykonywany przez statki, okręty, a na koniec przez marynarzy. Wskutek nacisków Stalina, uległości Roosvelta, opieszałości Churchilla, pomoc dla Rosji była dostarczana morderczą trasą arktyczną. Pierwszy konwój z zaopatrzeniem wyruszył 28.IX.1941 roku. Otrzymał oznaczenie PQ-1. W jego skład wchodziło 11 statków. Oczywiście był eskortowany przez okręty Royal Navy z krążownikiem HMS Suffolk na czele. 11.X. zawinął on do Archangielska, rozpoczynając tym samym polarną odyseję konwojow. W dniu w którym wypłynął PQ1, z Archangielska do Anglii wyruszyły okręty i statki, które wcześniej przywiozły zaopatrzenie dla mających tam bazować okrętów angielskich, jak również urządzenia do rozładunku. Ten musiał być przeprowadzony w miarę szybko. Wymuszała to bliskość niemieckich lotnisk w Norwegii.
Żegluga w warunkach arktcznych była wręcz upiorna. Lód, zarówno na morzu, jak również osadzający się na okrętach i statkach był zmorą marynarzy. Ciągłe napięcie wysysało z ludzi ostatnie siły, osłabiało czujność, wyzwalało niekontrolowane reakcje. Były przypadki, że okręty tonęły wskutek oblodzenia. Traciły po prostu stateczność i szły na dno. Bliskość lotnisk niemieckich sprawiała, że konwoje naraszone były, w przypadku dobrej pogody na ataki Luftwaffe. Statki tonęły nie tylko wskutek nalotów. Swój udział w zatopieniach dorzucały też U - booty, działające z baz w Norwegii. Sen z powiek brytyjskiej Admiralicji spędzała obecność pancernika Tirpitz. Bazujący w Altafiordzie, niedaleko Trondheim, przerzucany na wody północnej Norwegii, do Narwiku i Tromso, stanowił nieustanne zagrożenie dla konwojów. Faktem jest, że w czasie wojny Tirpitz zbytnio się nie nastrzelał, ale wręcz podręcznikowo spełniał zadanie fleet in beeing ( dosłownie: floty w istnieniu ), samą swoją obecnością wiążąc znaczne siły, w tym ciężkie Royal Navy. Po dotarciu na północ pancerników Schranhorst i Lutzow, krążownika Admiral Hipper, zagrożenie ze strony sił nawodnych Niemiec jeszcze bardziej wzrosło. Jednak największym zagrożeniem były samoloty i okrety podwodne. Specyficzna struktura warstw wody na morzach północy sprawiała, że U - booty były trudne do wykrycia asdicem. Konwoje do PQ17 ponosiły straty można by rzec umiarkowane. Jednak to PQ17 stał się synonimem polarnej mordęgi i porażki Royal Navy. Z obawy przed ciężkimi okrętami Kriegsmarine, które wyszły z portów, aby przechwycić i zniszczyć PQ17, Admiralicja przedwcześnie w sposób kategoryczny nakazała konwój rozproszyć ( słynne "scatter" i "disperse"). Ostatecznie Tirpitz nie wyszedł poza obręb wód norweskich. Jednak raz wydanego rozkazu nie dało się już cofnąć PQ17 poniósł największe straty spośród wszystkich wysłanych do Rosji konwojów. Najgorsze jednak było przekonanie marynarzy floty handlowej, że Royal Navy ich opuściła i zostawiła na łup Niemców. Zresztą, stosunki pomiędzy flotą handlową, a wojenną nie układały się zbyt dobrze. Ta druga uważała pierwszą za coś gorszego, a marynarzy floty handlowej za bandę i zbieraninę przestępców. Fakt, w niektórych załogach i tacy się zdarzali, ale uogólniać, że wszyscy, to przesada. Dowódca eskorty bezpośredniej, komandor Broome, do końca swych dni przeżywał tę tragedię, chociaż on był najmniej winny. Dobre imię Royal Navy odzyskała po bitwie koło Wyspy Niedźwiedziej. Tam to, komandor Sherbrooke powstrzymał atak Lutzowa i Admirała Hippera na konwój JW51B. Pomogło mu w tym niezdecydowanie adm. Kummetza, który działał ostrożnie i kunktatorsko. Wypełniał jednak rozkazy Hitlera, o nienarażaniu dużych okrętów na niebezpieczeństwo. Nadejście krążowników adm Burnetta i bitwa z okrętami niemieckimi uratowały konwój. Za swoją postawę i dowodzenie Sherbrooke otrzymał Victoria Cross, ale wyszedł z bitwy straszliwie poharatany. Bitwa ta stała się bezpośrednim powodem dymisji adm Readera z funkcji dowódcy Kriegsmarine. Jego następcą został adm Doenitz.
Konwój JW55B, to z kolei przyczynek do zatopienia Schranhorsta. Wypłynął on w celu jego zniszczenia, ale źle dowodzony zespół przez adm Beya, natknął się na poszukujący go zespół brytyjski z pancernikiem Duke of York w składzie. Po pościgu i bitwie Schranhorst poszedł na dno z prawie całą załogą. Po jego zatopieniu, zagrożenie ze strony dużych okrętów nawodnych zmalało, ponieważ Tipitz został uszkodzony przez samoloty. W czasie wysyłania konwojów do Rosji drogą półnicną, alianci ponosili straty. Zatopiony został min krążownik Trinidad, niszczyciele, trałowce, okręty podwodne, trałowce, 87 statków handlowych. Niemcy stracili pancernik, trzy niszczyciele, 32 okręty podwodne. Marynarka polska straciła ORP Jastrząb, zatopiony pomyłkowo przez angielski trałowiec Seagull, oraz przez norweski niszczyciel St Albans. Jastrząb na skutek złej pogody i błędu nawigacyjnego znalazł się w rejonie konwoju, który też zboczył z kursu. Pomimo sygnalizowania pozycji i wystrzeliwania spod wody rakiet dymnych, okręty nawodne na nic nie zważały i obrzuciły Jastrzębia bombami głębinowymi. Po wynurzeniu, Jastrząb został ostrzelany z działek i karabinów maszynowych. Zginęło 5 marynarzy, a okręt poszedł na dno. Winą za jego utratę nie obarczono nikogo, chociaż Romanowski ( dca Jastrzębia ) w swoich wspomnieniach pisze o winie dowódców okrętów nawodnych.
Prawdą jest, że konwoje arktyczne to bohaterstwo pływających tam ludzi. Trauma tego przeżycia pozostała w nich do końca życia. Ma rację autor, że wkład tych, którrzy brali udział w tym przdsięwzięciu nie powinien był ulec zamazaniu, ani zapomnieniu.
Więcej streszczeń na temat Konwoje Arktyczne 1941 - 1945