Ignacy jako dojrzały pielgrzym i mistyk, nie trwa w swoim sam na sam z Panem Bogiem, ale w łasce pochodzącej od Trójcy Świętej
i w miłości pragnie otwierać się na innych ludzi, aby pomagać im duchowo i przyciągać do Chrystusa. Odkrywa w sobie powołanie do apostolatu. Pielgrzymowanie, które wcześniej było jakby celem samym
w sobie, teraz staje się środkiem ku realizacji posłanniczej misji. Ignacy w swojej żarliwości i osobistym „tak” wypowiedzianym Bogu, rozpoczyna apostolską posługę.
Nieustępliwy w swym postanowieniu udaje się Loyola do Jerozolimy. Po długim oczekiwaniu w Barcelonie udaje mu się dostać na statek, który wiezie go do Włoch. Po drodze napotykają sztorm, ale wychodzą bez szwanku. W drodze do Rzymu dotyka go choroba wynikła z wycieńczenia. W tym czasie bardzo wystrzegano się epidemii, i aby wejść do obcego miasta, trzeba było uzyskać świadectwo zdrowia. Ignacy go nie miał. Pan jednak tak go prowadził, że nie było to przeszkodą ani w dostaniu się do Rzymu, ani później na statek, czy innych miast. Uzyskawszy błogosławieństwo na drogę od papieża Adriana VI, udał się do Wenecji a stamtąd statkiem rządowym na Cypr. Podczas tego rejsu załoga popełniała wiele grzesznych czynów i Loyola często ich karcił. Zaprzestał jednak tego, gdy dowiedział się od innych hiszpańskich pasażerów,
że marynarze zmawiają się przeciw niemu. Na Cyprze Ignacy zmienia port i przesiada się na statek płynący do Jaffy, zaś stamtąd już na osiołkach zmierza do Jerozolimy<1>.
Wszystkie przeciwności i trudy doznawane w czasie tej drogi tyko utwierdziły Iňigo w słuszności co do podjętej pielgrzymki. Zaś jego bardzo głęboka już wówczas wiara w Opatrzność Bożą, przyczyniła się do tego, iż nie czynił on żadnych zapasów na drogę, co otrzymał w jałmużnie, zaraz przekazywał innym potrzebującym oraz niechętny był wszelkiemu asekuracyjnemu towarzystwu w drodze. Bóg zaś prowadził go bezpiecznie, na przekór logice, często udzielając mu się w mistycznych doświadczeniach<2>.
Tuż przed Jerozolimą Ignacy jak i inni pielgrzymi w milczeniu przygotowywali duchowo na wkroczenie do Świętego Miasta. Ignacy odczuwał radość i pociechę widząc miasto, będące celem pielgrzymki. Bardzo chciał pozostać i udzielać się apostolsko w tym miejscu, gdzie za próbę ewangelizacji muzułmanie karali śmiercią. Zapewne przeraził tym franciszkanów, którzy wtenczas byli ostatnim bastionem chrześcijaństwa w Ziemi Świętej. Z tego też powodu nie zgodzili się na jego dłuższy pobyt i pod groźbą ekskomuniki nakazali udać się w podróż powrotną<3>.
W Palestynie Ignacy ma tą świadomość, że koczy śladami Jezusa z Nazaretu. Otrzymał łaskę jeszcze głębszego poznania Chrystusa i dar miłości konieczny do dobrej służby. Właściwie nie otrzymuje on nic nowego, a jedynie doświadcza spotęgowania
i przeniesienia dotychczas uzyskiwanych łask na wyższy, pełniejszy wymiar. Ponadto już tu ujawnia się wielkie posłuszeństwo Kościołowi cechujące Loyolę przez resztę życia. Pomimo swoich osobistych pragnień, wypełnia on nakaz opuszczenia Jerozolimy – miejsca, którego nawiedzenie kosztowało go tyle wysiłku i poświęcenia. On sam zaś rozpoznaje, że własne pragnienia, choćby najbardziej prawe i świątobliwe, mogą być różne od zamierzeń Boga względem niego. Rozumie, iż Pan przygotował mu inną Jerozolimę, którą to w stosownym czasie objawi<4>.
Na początku tej nowej drogi zyskuje pewność, że teraz ma dany czas na naukę. Wiedza prowadzi do mądrości, a jednej i drugiej potrzeba, aby pomagać ludziom
i realizować powołanie do apostolstwa. Udaje się zatem do Barcelony i tam rozpoczął naukę od podstaw. Uczenie się reguł gramatyki łacińskiej przyszło mu z niemałym trudem, ponieważ często, w momencie nauki, doświadczał nowych duchowych oświeceń. Działo się to tak nagminnie, że rozeznał w tym kolejną pokusę. Po zwalczeniu jej idzie mu już całkiem sprawnie<5>.
Dwa lata później jest już w stanie podjąć właściwe studia na wydziale sztuk wyzwolonych uniwersytetu w Alcali. W tym też czasie bardziej oddaje się apostolstwu niż nauce. To kieruje na niego uwagę inkwizycji i przyczynia mu wielu kłopotów. Po półtorej roku zatem przenosi się do Salamanki, gdzie jednakże doświadcza tych samych problemów. Ma w tym czasie już pierwszych naśladowców i towarzyszy.
W salamanckim więzieniu krystalizuje się pragnienie dalszej nauki i zebraniu towarzystwa po to, by tym skuteczniej pomagać ludziom na płaszczyźnie duchowej. Decyduje więc udać się do Paryża i przygotować grunt dla siebie i swoich kompanów. Dociera na Sorbonę, gdzie dołączają do niego kolejni zafascynowani jego przykładem<6>.
Apostolat Ignacego przejawia się właśnie na tym, że pomimo jego trudnej osobowości, garną się do niego ludzie. On ich przyciąga jak magnes. Jako pierwsze,
w studencko-apostolskiej działalności Iňigo, przybywały do niego przeróżne kobiety, którym to starał się duchowo pomagać, między innymi Inés Pascual i Jerónima Canylles. Niektóre z nich same służyły mu pomocą, czy to w radzie, czy w działaniu. Jego zapał w pomocy i udzielaniu ćwiczeń, przyciągał studentów i to już w Barcelonie, ale nie utrzymali się oni razem zbyt długo. Dopiero Paryż był miejscem zawiązania się małej nieformalnej wspólnoty, którą Ignacy określał przyjaciółmi w Panu. Pomimo problemów narodowościowych i osobowościowych, mężczyźni ci potrafili wspólnie działać, ponieważ połączyła ich głęboka przyjaźń<7>.
<1> OP, 38-44.
<2> SH, 58-59.
<3> Zob. T. Żychniewicz, Ignacy..., dz. cyt., 52-53.
<4> SH, 61-62.
<5> OP, 54-55.
<6> SH, 65-66.
<7> Zob. W.A. Barry, R.G. Doherty, Módl się i działaj. Tajna broń Jezuitów, WAM, Kraków 2005, 53.