Wziąłem udział tylko w jednym społecznym ruchu w tym czasie – udałem się na wielki marsz ulicami Warszawy. Zorganizowała
go grupka młodych ludzi – młodszych ode mnie. Spodziewali się kilku tysięcy osób – pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy. Brak było nagłośnienia, wspólnoty.. Ludzie wokół mnie zaczęli się kłócić – nie wytrzymali napięcia, byli już zmęczeni tymi akcjami.. Uważam, iż ogrom manifestacji trwał nieco za długo. Nikt tego nie kontrolował, co jest zrozumiałe samo przez się, ponieważ takiego społecznego ruchu nie da się ująć w ramy. Pospolite ruszenia są niejako wpisane w historię naszego narodu. W momentach kulminacyjnych Polacy potrafią wspólnie zdziałać „cuda”. Okoliczności związane ze śmiercią papieża były kolejnym potwierdzeniem tej prawdy. Ja jestem za młody, aby pamiętać solidarność ludzi związaną z polityką, dążeniem do zmiany systemu politycznego i pamiętne strajki. Przeżyłem tylko dwa wydarzenia, kiedy jedność ludzi i ich czyn wzruszyły mnie i wprowadziły w podziw. Pierwsze z nich było związane z wielką powodzią w 1997 roku jaka spustoszyła Dolny Śląsk. Dane mi było uczestniczyć w walce z żywiołem i widziałem jak ludzie różnych stanów, pozycji i wieku ramię w ramię budowali palisady z worków. Drugie wydarzenie to właśnie hołd oddany Ojcu Świętemu w dniu jego śmierci i nazajutrz. Dlaczego ja się ograniczam tylko do tych dwóch dni? Dlatego, że jestem przekonany, iż ówczesne wydarzenia płynęły z prawdziwego poruszenia serca, z natchnienia Ducha Świętego i czystości intencji. To co się zaczęło dziać potem, tak jak już wcześniej zaznaczyłem, bardziej przypominało zew mody, jakiś nienaturalny trend, niż hołd oddawany świętemu człowiekowi po jego śmierci.
Przedstawiłem już swój punkt widzenia tamtych dni. Tych kilka miesięcy, które minęły od tamtych wydarzeń, pozwoliło mi na spokojnie ułożyć sobie w głowie ich znaczenie i skutki. Myślę iż potrafię odpowiedzieć na to, jakie wyzwania dla Kościoła wypłynęły w związku z osobą Jana Pawła II i końcem jego pontyfikatu. Na pewno nie jest to tworzenie nowego ruchu „JPII” ani kreowanie „super-świętego” z osoby Karola Wojtyły. Mimo całej swej wielkości był on prawdziwie skromnym człowiekiem i nie sądzę aby to się zmieniło po śmierci. Skoro napisałem czym nie są te wzywania, pora napisać czym są, a raczej na czym polegają. Przede wszystkim ludzie pokazali, jaki wielki odczuwają głód wspólnoty i jedności, religijności i duchowości oraz autorytetu.
Nie ma co ukrywać, że Kościół w Polsce w ostatnich latach traci prawdziwych i świadomych członków. Nas ten problem dotyka dopiero teraz – w innych krajach Europy pojawił się już dawno temu. Świat ulega laicyzacji. Osobiście uważam iż w naszym kraju do tego stanu rzeczy bardzo „przysłużyły się” media. W ostatnich latach nagłaśniano głównie przypadki haniebne związane z niemoralnym zachowaniem księży czy innych osób duchownych. Za mało zaś, albo w ogóle, nie pokazywano codziennego życia Kościoła – tego opartego na Miłości i ofiarności. Stąd jedno z wyzwań – „ujarzmić media”. Nauczyć się dobrego posługiwania nimi. Współpracować z mediami publicznymi i prywatnymi. Zacząć pokazywać dobro... Media – telewizja i Internet – mogą służyć do ponownego zbliżenia ludzi – do stworzenia wspólnoty wierzących ludzi Kościoła, którzy jednoczyliby się również poprzez najnowsze środkami technologii komunikacyjnej. Multimedia nigdy nie zastąpią prawdziwego rzeczywistego spotkania się osób, ale współcześnie stają się one drogą, etapem pośrednim prowadzącym do spotkania.
Drugim wielkim wyzwaniem Kościoła jest zachowanie przy całym tym bogactwie środków technicznych i informatycznych głębokiego wymiaru duchowego i religijnego. Staje się to coraz trudniejsze, ale właśnie okoliczności towarzyszące śmierci Jana Pawła II ukazują, jak bardzo jest to potrzebne. Zwłaszcza młodzi ludzie są złaknieni tego wymiaru wewnętrznego – dlatego tak często „padają ofiarą” różnorakich sekt. Próbują wypełnić to puste miejsce, które dla wcześniejszych pokoleń było zarezerwowane dla Kościoła. Jak ukazać to bogate i piękne życie Kościoła? Poprzez świadectwo. Księża niech świadczą nie tylko słowem ale i życiem i prawdziwą pobożnością. Świeccy niech nauczą się mówić – ukazywać swoją duchowość...
Trzecim wielkim wyzwaniem jest utrzymanie autorytetu – w każdym sensie. Autorytetu moralnego instytucji Kościoła Katolickiego, autorytetu osobowego osób duchownych i świeckich zaangażowanych w sprawy Kościoła, autorytetu społecznej nauki Kościoła... Wszystko to ściśle się ze sobą wiąże. Karol Wojtyła był niekwestionowanym autorytetem – także dla niewierzących oraz wyznawców innych religii. Teraz biskupem Rzymu jest Benedykt XVI. Miałem okazję poznać go osobiście przed pięcioma laty i cieszę się, że to właśnie on przejął tą ciężką służbę. Myślę, iż stanie się (już jest) nie „mniejszym” autorytetem niż jego poprzednich. Dziś świat potrzebuje dobrych wzorów do naśladowania – prawdziwych autorytetów.Takie właśnie wyzwania stają przed współczesnym Kościołem. Z nich oczywiście wypływa cała masa zadań i oczekiwań pomniejszych. Żyjemy w trudnych czasach – ale Duch Święty wspomaga nas tak samo jak wszystkie pokolenia przed nami. Kościół Żyje. Kościół przetrwa. Kościół tym wyzwaniom podoła.