„Teraz nas przyjmiecie
pytaliście dlaczego jesteście biedni lub głodni
Nie chcemy żebyście byli zmęczeni albo chorzy
Mamy pretensje do waszego zepsucia
To wasze zło będzie przez nas piętnowane
Do ostatniego tchu będziemy na nie polować
Każdego dnia będziemy przelewać ich krew,
Aż poleje
się czerwoną strugą z nieba!
Nie zabijaj, nie oszukuj, nie kradnij-
To zasady które każdy człowiek, każdej wiary może zachować!
To nie są miłe sugestie to wołanie o zachowywanie się!
A ci co to ignorują zapłacą najwyższą cenę
Są różne stopnie zła
Ostrzegamy was przed ramionami plugastwa.
Nie przekraczajcie granic w prawdziwe zepsucie , w nasz zasięg.
Ale jeśli tak zrobicie pewnego dnia obejrzycie się za siebie
I zobaczycie nas trzech. I tego dnia pożałujecie tego!
I poślemy was do którego Boga sobie zażyczycie.
Na zawsze dane nam będzie poskramiać dusze”
( cytat z filmu „ Święci z Bostonu”, wygłoszony przez braci ManManus)
Amen. Pytanie nasuwa jednoznacznie: który krytyk podpisałby się pod tymi słowami? Nie wiem
czy znalazłby się choć jeden, ja znalazłam paru, na których liczę w bezpiecznej strefie nadziei i sympatii, że może jednak się zdeklarują. Najbardziej podoba mi się stwierdzenie - „ poskramiać dusze”. Tak właśnie być powinno – krytyk powinien poskramiać dusze odbiorców, ocucić ich z emocji, powinien wywołać u nich myśl, chęć zrozumienia tak trudnej, lecz jakże bliższej boskości, pięknej dziedziny, jaką jest sztuka.
Krytyka nie jest ani procesem negacji, ani też procesem wychwalania, jest dwoma tymi procesami współbrzmiącymi jednocześnie. Tak jak cały świat dzieli się u mnie na dwa tak i w krytyce wymagam tego podziału, swoistej równowagi i harmonii, szukania złotego środka, który będzie tym najwłaściwszym. W krytyce trzeba czasem bardziej powiedzieć „nie” a czasem zdecydowane „tak”, po to by wydobyć z rzeczy poddanej ocenie to co w niej najwartościowsze. Lecz zawsze trzeba dążyć ku prawdzie, czy krytyka bardziej przypada nam do gustu czy też mniej, czy krytyk przedstawia swoje gusta, czy raczej tego unika – ważne, żeby mówił prawdę. Krytyka musi być wyrazista. Na swój sposób pisanie krytyki w odniesieniu do krytyki jest paradoksem. Mówi się, że papier zniesie wszystko, lecz to tylko złudzenie, jeśli więc pisanie jest jeszcze najczystszą formą ludzkiej myśli, jej ostoją, niech także świat krytyki sztuki się temu prawu podporządkuje.
Zrozumieć znaczy świadomie zaakceptować i oswoić. Alicja Cichowicz zdecydowanie pełni działalność intelektualną, i co ważne, zrozumiałą i jasną dla odbiorców. Analizuje, zastanawia się nad kobiecością :„ Artysta nie upiększa, nie idealizuje, akceptuje kobietę taką jaką jest. Szuka w niej tego co indywidualne i niepowtarzalne”. Rozważa temat tożsamości: „Pytanie o tożsamość dotyczy nie tylko naszej cielesnej powłoki, niepowtarzalnej i odrębnej od reszty świata, czy poczucia płci, ale przede wszystkim własnego „ja” . Soma i psyche. ”. Łączy w swej analizie ciało kobiety z jej wnętrzem, przywołuje obrazy literackie Schulza. Jej interpretacja jest wielopłaszczyznowa. Autorka pisze o wystawie posługując się konkretnymi normami estetycznymi : „ Żłobiona rylcem i dłutem bryła ciała. Pochwała brzydoty? Nie, to ciało nie jest odrażające. Nie budzi wstrętu, raczej ciekawość, jak perfekcyjnie wykonane dzieło sztuki.” A. Cichowicz nie stroni od pozytywnych ocen, oczywiście wyraża je z naturalną kobiecą subtelnością, jest wyraźnie zachwycona wystawą Hermanowicza. Dlaczego? Bo jak sama podkreśla urodziła się kobietą. Ktoś mógłby zapytać, i co z tego? Czy gdyby urodziła się mężczyzną jej odbiór byłby inny? Czy to znaczy, że jej ocena wynika z faktu, że jest kobietą? Artykuł Cichowicz jest typowym kobiecym przykładem wyrażania siebie, poprzez krytykę, jak sama pisze : „ M. Hermanowicz patrzy na kobietę oczyma mężczyzny nieustannie pragnącego poznać jej naturę. A ta jawić mu się będzie zawsze fascynująca i niepoznawalna niczym Borgesowska „księga piasku”. Cichowicz też zdaje sobie sprawę, że jest obserwującą i obserwowaną, jej krytyka to kwestia ujawniania się. Koło się zamyka.
Nagość nie jest niczym nowym, jest czymś naturalnym, jedynie ludzie naiwni myślą, że widząc nagiego człowieka widzą w pełni jego prawdziwy obraz. Ciało jest naszym ubraniem. Jest piękne ponieważ spełnia zarówno funkcje estetyczne, jak i ochronne. Intymność jest czymś diametralnie różnym od nagości. Teoretycznie nagość nie powinna zatem budzić w nas uczucia „obcości”. Do pewnego momentu – kiedy odbiorcą obrazu nie jest mężczyzna. John Berger pisze w swojej książce „ Sposoby widzenia”, że: „Mężczyźni działają, a kobiety objawiają się. Mężczyźni patrzą na kobiety. Kobiety patrzą na siebie, będąc przedmiotem oglądu”. Kobieta jest więc widokiem. Jednakże inaczej przedstawia się widok kobiety w ujęciu Hermanowicza a inaczej u Laury Pesty czy Lucie Pastureału. Nie jestem przekonana co do tego czy „zapożyczanie” Rubensowskich brzuchów, jest godne aż tak wielkiego zachwytu, może po prostu brak w tym nowatorstwa. Inaczej u Hermanowicza – on pokazał coś więcej niż nagość, pokazał kobietę taką jaką jest – wiecznie w jakimś ubraniu (przebraniu), pokazał ,że najlepiej widać jej intymność, w geście, w kształcie linii ust, w sylwetce, szyi. Pokazał intymność kobiety bez obrazoburstwa, pokazał jej prywatność, pokazał jej subtelność – odkrył ją całą. Artykuł Cichowicz oscyluje na granicy krytyki artystycznej ,ale chyba tak do końca nią nie jest. Bardziej kieruje się w stronę wyrażonej niezwykle literackiej, wręcz poetyckiej interpretacji. Autorka raczej nie skaluje wartości, nie winduje tych dzieł w dół lub w górę. Opisuje je swoim językiem, który z pewnością przypadnie do gustu czytelnikowi.
Opis Cichowicz jest dokładny do tego stopnia , że gdybym nie widziała tej wystawy a najpierw przeczytała artykuł, niewątpliwie autorka zepsułaby mi całą przyjemność własnej interpretacji. Zbyt dużo tu słów gadatliwej kobiety, zbyt wiele Hermanowiczowskiej nagości, zbyt wiele tożsamości Cichowicz. Lecz z drugiej strony dzięki temu można poznać ich wszystkich: kobietę, Hermanowicza, i nawet samą Cichowicz. Alicję Cichowicz, dzięki której moja, skądinąd kobieca dusza, została obnażona i poskromiona .
Więcej streszczeń na temat Krytyka „Obnażania” A. Cichowicz