(...) Z perspektywy lat miało się okazać, że pesymistyczne przeczucia modernistów nie były do końca nieuzasadnione. XX wiek przyniósł bowiem, być może, największy kataklizm w historii ludzkości. Była nim II wojna światowa. Za sprawa nacjonalistycznych Niemiec dokonała się apokalipsa na ziemi. Do wydarzeń tego tragicznego okresu powraca Roman Polański w swoim, prawdopodobnie, najbardziej osobistym filmie, jakim jest Pianista. Przedstawiając historię przesiedleń, a potem likwidację Żydów, ukazał wszelkie potworności i brutalizm wojny. Niemcy, niczym posłannicy „Fałszywego Boga”, nadają sobie „przywilej” decydowania o prawie jednostki do życia. Bez skrupułów odbierają je lub z obłudną „łaskawością” pozwalają zachować. Dziś, jako widzowie spektaklu filmowego, jesteśmy świadkami jak dokonywała się „agonia” kultury ze wszystkimi jej wartościami. Wraz z człowiekiem umierała kultura żydowska, ale, przecież, i kultura okupowanej Polski. Przewartościowaniu uległy wszelkie walory i cnoty moralne. Czym stał się człowiek? Niemiecki generał był zwierzęciem w czasie wojny, czy będzie potrafił odnaleźć w sobie resztki człowieczeństwa po jej zakończeniu (finałowe sekwencje, w których Niemiec ratuje życie Szpilmanowi, pozwalają mieć nadzieję)? Ostatnie kadry ukazują Warszawę jako miasto całkowicie zniszczone. Wśród smutnych zgliszcz widzimy człowieka. Ten jeden człowiek, pośród ruin umarłego miasta (a wraz z nim inni, którzy ocaleli), jeszcze walczący o przetrwanie, głodny, wkrótce będzie „tworzyć nowe życie”. Kultura narodzi się na nowo. Jeżeli traktować II wojnę światową jako „apokalipsę spełnioną” o wymiarze totalnym, to polska rzeczywistość powojenna przyniosła szereg „małych apokalips”, które obnażyły tragizm życia w totalitarnym państwie.
Warszawa zobrazowana w Małej apokalipsie Tadeusza Konwickiego jest metaforą państwa polskiego, całkowicie poddanego Związkowi Radzieckiemu i pogrążonego w głębokim kryzysie moralnym, światopoglądowym i gospodarczym. Rzeczywistość jawi się jako groteskowy koszmar, z którego nie sposób się obudzić. Główny bohater, literat, odbywa wędrówkę po mieście- piekle i jest świadkiem zupełnej degrengolady stosunków międzyludzkich. Wobec tej sytuacji pojawiają się zapowiedzi czegoś, co ma nadejść i pogrążyć świat, zanurzony w chaosie. Rozkład wartości moralnych i etycznych, „pomieszanie języków”, a w warstwie dosłownej, osobliwe zjawiska przyrody, to symptomy zapowiadające tytułową apokalipsę. Lecz ta już nadeszła. Toczy się „na oczach” głównego bohatera. Bo czyż znamion swoistej, skarłowaciałej apokalipsy, nie ma absurd i trud życia codziennego w państwie- bestii, która pożera każdą, nawet najbardziej niepokorną, jednostkę. Dokonując powyższego przeglądu, starałem się pokazać jak bardzo motyw apokalipsy jest zakorzeniony w kulturze. Wydaje się, że ów repertuar nigdy się nie wyczerpie. Istotnie, współczesność wypełniona wojnami, wszelkimi aktami brutalizmu, obojętna na zasady moralne, dokonuje ciągłej aktualizacji odwiecznych motywów. Sprawia, ze stają się one żywotne, nabierają nowego znaczenia, a w konsekwencji wprowadzają niepokój.