Jeno słońce wytoczyło się wysoko na sklep niebieski, a
wszyscy poczęli przygotowania do uczty wielkiej, jakoby na cześć króla
wyprawianej. Dzień był skwarny, słońce piekło, wszystek prac utrudniało. Długi czas trwały przygotowania, pod noc trzydziestu już ludzi pracowało. Po wszystkich izbach ruch wielki panował. Wesoło było spoglądać na ludzi wokół się krzątających, w ferworze zajęć zagubionych. Rychło izby przygotowano, a do dworu jadła i napitków zapasy przywieziono. Czeladź od razu się do szykowania wieczerzy zabrała.
Kiedy roje gwiazd na niebie zaświeciły, a noc nad dworem zapadła, drzwi do sali otwarto. Goście zwolna schodzić się
poczęli. Wieść o uczcie piorunem się rozbiegła i wielu przybyć zdążyło.
W wejściu stała służba przybyłym się w pas kłaniając. Po przekroczeniu progu pięknie zastawione stoły się ukazały, a na nich zdobione, mosiężne świeczniki stały. Miejsca siedzące stanowiły drewniane krzesła, ładne, mimo iż z prostych desek sklecone.
Wszyscy zasiedli, poczęto jeść, pić i na codzienne tematy rozmawiać. Kolejno miodu dla kusztyków dolewano. Gwarno i wesoło zrobiło się w izbie. Panowie odwagi nabrawszy, poczęli waćpanny do tańca prosić. Rozpoczęto hulanki huczne, wraz podrygiwano i podśpiewywano.
Jeno wszyscy zabawą się zajęli, a w odległości kroków trzydziestu ogień ją trawić gospodarstwo. Pożoga przeraziła umysły. Zabrali się wszyscy, by czerpać wodę w studniach i ciągnąć sznurami wiadra. Przez chwilę zwątpienie wkradło się w serca, jednakże pożar zdołano ugasić. O dziwo goście do ucztowania wrócili, choć „niesnaski” pomiędzy nimi powstały. Złość jęła jątrzyć ich serca, bowiem zamieszania sprawca był nieznany.
W końcu zakończono wielkie ucztowanie, wzniesiono jeszcze uroczyście kusztyki na cześć gości i udano się do izb sypialnych, gdzie po wydarzeniach owego dnia sen twardy ich zmorzył.