Świecie, mój syn zaczął dziś szkołę!!!
Świecie, weż moje dziecko za rękę - on zaczął dziś szkołę!
Przez chwilę wszystko będzie dla niego dziwne i nowe i chciałbym, abyś traktował go dobrze. Widzisz, Świecie, do tej pory był królem kurnika. Był władcą podwórza. Zawsze byłem blisko, żeby opatrzeć jego rany i zawsze byłem obok, aby ukoić jego uczucia.
Lecz teraz wszystko będzie inaczej. Dzisiejszego ranka zejdzie głównymi schodami, pomacha mi ręką na pożegnanie i wyruszy na wielką przygodę, w której napotkać może wojnę, nieszczęście i cierpienie.
Aby żyć w tym świecie, będzie potrzebował wiary, miłości i odwagi.
A więc, Świecie, chciałbym, abyś ujął go za jego młodą dłoń i nauczył go tych wszystkich rzeczy, których musi się nauczyć. Naucz go, ale delikatnie, jeśli możesz.
Będzie musiał się nauczyć, wiem, że nie wszyscy ludzie są tak "po prostu", że nie wszyscy ludzie są prawdziwymi ludźmi. Naucz go, że tam, gdzie jest złoczyńca, tam jest i bohater; że tam, gdzie jest wróg, tam znajdzie się i przyjaciel.
Naucz go niezwykłości książek. Daj mu czas na zgłębianie tajemnicy ptaka w locie, pszczół w promieniach słońca i kwiatów na zielonym wzgórzu. Naucz go, że o wiele bardziej honorowo jest upaść, niż oszukać.
Naucz go mieć wiarę we własne idee, nawet gdy wszyscy powiedzą mu, że się myli. Spróbuj dać mu siłę, lecz nie po to, aby postępował za tłumem ciągnącym na jarmark. Naucz go słuchać innych, lecz także przekładać wszystko, co usłyszy, na język prawdy i czerpania wyłącznie tego, co nią jest.
Naucz go nigdy nie stawiac ceny za swoje serce, ani za swoją duszę. Naucz go zamykać uszy na krzyczący tłum - naucz go wytrwałości i walki, jeśli będzie wierzył, że ma rację. Delikatnie, Świecie, lecz nie rozpieszczaj go - wszak tylko próba ognia czyni stal mocną.
To duży obowiązek, Świecie, lecz zobaczmy, co zdołasz zrobić. Jest dobrym synem.