Znajdź
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Załóż konto na Schvoong wpisując dane

Jesteś zarejestrowany? Zaloguj się!
×

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

albo

Nie jesteś zarejestrowany? Zarejestruj się!
×

Zarejestruj się

Użyj swojego profilu na Facebook, żeby szybciej się zarejestrować

albo

Zaloguj się

Zaloguj się używając konta na Facebook

Strona główna Shvoong>Sztuka I Nauki Humanistyczne>"Być, albo nie być” - duchowe rozterki Kordiana przed sypialnią cara.

"Być, albo nie być” - duchowe rozterki Kordiana przed sypialnią cara.

artykułu Recenzja   według:Kasiorek     Autor : Katarzyna Bieniek
ª
 
„Dalej, przed sypialnię cara! Pójdę, zabiję! Dla dobra ojczyzny, naprzód! ”... Lecz cóż to: staje, blednę, wącham się?... Dalej, do komnaty, tam świeci lampa, tam śpi car... stoję. Niewidzialna ręka trzyma mnie za włosy, słyszę głos dochodzący z nikąd. Niewidzialny palec wskazuje na malowidła ścienne. Tam pełznie gad przebrzydły, ukazują się twarze, wiją węże. Słychać straszliwy płacz sfinksów, podobny do płaczu dzieci. Dalej ze ściany wylatuje dziewica. Któż to taki: może zaklęta królewna, może czarnoksiężnica. Nie, to pasterka z twarzą anioła, w szacie utkanej z gwiazd. Wbija we mnie nieruchome oczy i wodzi za mną gdziekolwiek się obrócę. Roztacza woń swych warkoczy... Nagle sen znika, widziadła odlatują. „Naprzód! Naprzód z bagnetem w pierś cara!”. Podążam dalej. To jakaś ciemna komnata, oświetlona jedynie księżycem. I znowu przerażające odgłosy. Tu szum głuchy z milczeniem się bije, tam słychać szum suchego drzewa, w dachy pałacu biją grzmoty. Na trójnogu leży carska korona zbroczona krwią. Krew kapie i przyciąga mój wzrok. Tam też człowiek - maszkara. Czarny jak smoła, oczy bez powiek, rogi na czole. Tuż obok siedzi widmo i czyści polską podłogę z krwi. Lecz nie sposób jej odmyć, ślad pozostanie na zawsze... Podążam do sali tronowej. Tam ciemno, czarne okna, gwiazdy nie świecą. Jedyna smuga światła dochodzi z sypialni cesarza. Blask spływa na posadzki i odbija się w nich, niczym księżyc w wodach jeziora. Znów dosięga mnie strach, odwracam się i widzie dwa drzewa, których liście wzrosły z ludzkich uszu, kwiaty z oczu, nasiona zaś z języków.... Za oknem podąża orszak zmarłych. Tysiące trupów z żółtymi gromnicami suną z kościoła na zamek. Ubrane są w królewskie szaty, spowite niebieskim dymem świec. Każdy z nich niesie trumnę. Z nich budują schody i mimo że trumny się kruszą to uda im się wejść po nich do pałacu... łomocze mi serce, mam blade oblicze i zimny pod zalewa moją twarz. Cisza... Z sypialnej komnat y wychodzi straszydło. Ma ognistą twarz, a posadzki kruszą się pod jego stopami, mimo że kroków nie słychać. Czuć krew. To diabeł. Co się stało? - Zdławił cara, lecz go nie dobił. Rozlega się jęk żałobny dzwonów. A w sali coś się rusza, coś błyszczy... To trup! Wszedł po trumnach, a teraz stoi w ciszy za oknem. Wiatr zrywa mu płaszcz. W każdym włóknie wije się robak, zamiast oczu ma kości spróchniałe. To kat trupów! Bije w okno, szybę rozbija! Znika.
.. „Jezus! Maryja! Pójdę mimo diabłów głosy”. Tłum jakiś drogę zagradza, przejść nie można, trzeba deptać. Blade widma zaglądają do sypialni cara, ciekawe widoku krwi. Znowu bije dzwon... Serce moje nieruchomieje, strach doprowadza do obłędu, mdleje. Tym samym przegrywa walkę z własnymi emocjami i zostaje powtórnym samobójcą. Ocknąwszy się, przemawiam na wpół nieprzytomny do stojącego nade mną cara: „ Z pochodnią grobową / Trupy w oknie... Blady jak chusta / Car śpi... Jezus Maryja!... świt zaczął pobielać...” zaraz po podjęciu decyzji zabicia cara, jestem bardzo pewny słuszności swoich zamiarów. Kieruj mną młodzieńczy zapał, brawura. Przyjąłem postawę spiskowca i postanowiłem popełnić zbrodniczy czyn w interesie narodu. Jako jeden z nielicznych zbuntowałem się przeciwko carowi – prześladowcy na tronie. nie mam szacunku dla majestatu królewskiego, nie brzydzę się morderstwem. moim planem jest zabicie z zimną krwią. Przestałem trzeźwo myśleć, a zacząłem kierować się instynktem. Wszystkie wartości, które odróżniały mnie od zwierzęcia, czyli rozum, sumienie i moralność nagle znikły. Już nie myślę o tym, że być może mylę sie, być może podjąłem złą decyzję. Pewny siebie zaczajam się w nocy do carskich komnat. I dopiero wtedy, gdy jestem o krok od popełnienia czynu, zacząłem się wahać. Ciemna noc i upiorne odgłosy sprawiły, że dosięgną mnie blady strach. Koszmarne zjawy zaczęły schodzić ze ścian, straszliwe jęki i szmery przetaczały się po pałacowych korytarzach. Tu trup, tu diabeł, podłoga we krwi. Zjawy zatrzymują mnie, mamią, zagradzają drogę. Zachowanie moje spowodowane jest ogromnym napięciem, związanym z planowanym morderstwem. Mam urojenia, odzywa się moje sumienie. Trudno mi odróżnić rzeczywistość od fantazji. Trupy i widma, które widzę są niemalże namacalne. Strach potęguje mrok nocy, w którym każdy szmer wydaje się być przeraźliwym jękiem, a każdy cień – cieniem maszkary.
Opublikowano dnia: 28 grudnia, 2007   
Proszę oceń : 1 2 3 4 5
Tłumacz Wyślij Odnośnik Drukuj
X

.