Markowski usiłuje wynaleźć nowy sposób czytania
autora „Ferdydurke”. Krytycznie odnosi się do
dotychczasowych
osiągnięć gombrowiczologii. Nie ma mowy o
Gombrowiczu jako graczu. Nie znajdziemy filozofii
resentymentalnej. Zatem
gombrowicz bez pojedynku?
Markowski określa Gombrowicza następująco: rozbity,
roztargniony, zawstydzony i głupi. Rozbity ponieważ
autor „Ślubu” inscenizuje świat po ontologicznej
katastrofie. Roztargniony, bo budowanie sensu w świecie
przypomina akcję ostatniej powieści Gombrowicza „Kosmos”.
Zawstydzony, gdyż nieposłuszne słowa podobnie jak
niedobrane ciało wprawiają go jedynie w
zdumienie. W końcu
zdumienie oznacza głupotę polegającą na nie wchodzenie w
relacji z wiedzą. Rezultat: unieważnienie kartezjańskiego
cogito.
Nowy Gombrowicz pod koniec książki
wymiotuje z powodu aporii nowożytności. Oznacza to, że
Gombrowicz pojedynkuje się i jak zwykle nie przebiera w
środkach, a Markowski dobiera mu doborowych sekundantów
(Derrida, Heidegger, Lacan).