• Zarejestruj się
  • ‎Co to jest Shvoong?‎
  • Zaloguj się
    Zaloguj się
    Zapamiętaj moją nazwę użytkownika Nie pamiętasz hasła?

Streszczenia i krótkie recenzje

.

.

Maszyna Memowa

autor : Szarlej     

Autor : Susane Blackmore
Powered by Profi-Lingua
 
Richard
Dawkins w 1976 roku wypuścił ideę memu, który przez minione trzydzieści lat
zdołał na dobre
rozgościć się wśród naczelnych metafor współczesnej
humanistyki. Żeby przekonać się o żywotności memetyki wystarczy „zapytać” o nią
dowolną przeglądarkę internetową. Oprócz obowiązkowej informacji w Wikipedii,
znajdziemy także całą społeczność naukowców rozproszonych wśród rozlicznych
grup dyskusyjnych. Czego to dowodzi? Otóż, oprócz oczywistego faktu rosnącej
popularności pewnego bardzo przewrotnego paradygmatu, jakim jest neodarwinizm,
z dzisiejszej popularności memetyki możemy wnioskować także o zasadności jej
podstawowych twierdzeń. Za sprawą rozpowszechniania się samej idei memu, możemy
próbować badać mechanizm, jakim jest kopiowanie się pewnych informacji w
świadomościach istot ludzkich. Kiedy  Dawkins
publikował Samolubny gen, książkę poświęconą zupełnie nowej waloryzacji
procesu ewolucji, zaprezentował w niej ideę memu zupełnie niewinnie, z
konieczności odpowiedzi na pytanie o istnienie na naszej planecie innych
replikatorów. W 1976 roku metafora ta, jak wiele innych, stanęła do wyścigu o
przetrwanie. Można by zażartować, że wypuszczony przez Dawkinsa mem memu miał
sprawdzić swoje zdolności adaptacyjne rzucony do walki o przetrwanie w jak
największej liczbie kopii.
Memetyka
jako nauka, której projekt przedstawiony został w Maszynie memowej, już
od samego początku swojego istnienia porusza sie w dość kłopotliwym obszarze.
Rodowód memu jest ściśle związany z silnie 
funkcjonującym w naukach ścisłych genem. Kłopotliwość tej analogii
polega na tym, że prezentowana jest w sposób jak najbardziej dosłowny.
Blackmore uznaje istnienie memetyki na tych samych prawach, na których
funkcjonuje genetyka. W odniesieniu do samej teorii ewolucji mamy do czynienia
z takim samym „twardym” użyciem. Według interpretacji memetyków, prawa na jakich
neodarwinizm tłumaczy ewolucję fizyczną świata są idealnym szkieletem dla
rozpatrywania zjawisk kulturowych. Zatem fundamentem nauki o memach jest
stwierdzenie ich statusu jako replikatorów równorzędnych, a nawet w wielu
miejscach konkurujących, z genami.
W
ostatnim rozdziale Samolubnego genu oraz w przedmowie do Maszyny
memowej Richard Dawkins wyraźnie zaznacza jaka była jego intencja przy
powoływaniu memu. Chcąc uniknąć fałszywego obrazu na temat  samolubnego genu jako kluczowego elementu
ewolucji przenosi akcent na replikator, który może być dowolnym bytem. W tej
optyce analogia genu i memu rozluźnia się na tyle, by uniknąć krytyki
polegającej tylko na dosłownym odczycie. W takim świetle dużo korzystniej
wypada dalszy ciąg rozważań Blackmore o stosunku, w jakim znajdują się dwa
zupełnie różne replikatory. Zastrzeżenie, które formułuję odnosi się więc
wyłącznie do ustalenia związku między nimi. 
Natomiast
za absolutnie olśniewającą metaforę uznaję śledzenie relacji gen – mem przy
użyciu kategorii pan – smycz – pies. Według mnie jest idealną strategią, jaką
może posłużyć się badacz próbujący odnaleźć kompromis w  próbie odpowiedzi na pytania dotyczące
sposobu tłumaczenia świata. Na przykład w dyskusji, jaka odbywa się między
socjobiologiami a psychologami ewolucyjnymi o przyczyny konkretnych zachowań
ludzi, użycie takiej strategii pozwala na rzeczywiste rozpoznanie tego co jest
determinowane przez geny a  tego co jest
oczywistym wpływem kulturowym.
Susan
Blackmore wielokrotnie opisując memy, przypisywała im intencjonalność.
Oczywiście był to zabieg czysto stylistyczny, zaplanowany do uwydatnienia
pewnych właściwości opisywanych zjawisk, choć wnioskując z  pogłębionego i wielokrotnie powtarzanego
zapewnienia, że robi to tylko dla wyklarowania i zdynamizowania swojego wywodu,
widać jak często musiała spotykać się z niezrozumieniem i otwarta krytyką.
Nawiązuję do tego, gdyż chciałem zwrócić uwagę na ostrożność z jaką autorka Maszyny
memowej wprowadza nas w świat swojej teorii. Choć nie stroniła ona od
skrajnie radykalnych tez, to jednak każda z nich poprzedzona została bardzo
starannym przygotowaniem. Ciekawe czy tą wzmożona ostrożność autorka zawdzięcza
wielokrotnym bojom jakie musiała stoczyć w obronie swych przecież nie
najoczywistszych poglądów. Dawkins  w
przedmowie do jej książki żartuje przyjacielsko, że nie boi się o losy
Blackmore po wydaniu tak ambitnej i kontrowersyjnej książki, gdyż wie jak „groźna
i twarda” potrafi być jej autorka.
Najbardziej
reprezentatywnym przykładem owego uwodzenia, o który wspominam jest fragment, w
którym autorka rozwija swoja intuicję na temat zbieżności ewolucji nośników
replikatorów genów i memów. Blackmore wskazuje na fakt zmieniającego się
nośnika informacji genetycznej. Jest to rzecz zupełnie oczywista, że z prazupy
nie wyłoniły się gotowe łańcuch DNA, że pierwotne nośniki były mniej
skomplikowane i że na przechodzą one naturalna ewolucję. Oczywiście, zgoda.
Jednak wydaje mi się nieuprawnione przenoszenie tych zasad na ewolucję memów.
Choć zbieżność i podobieństwo tychże jest w pewnym sensie uderzające i kuszące
może wydawać się stosowanie do niech tej samej miary, to jednak nie można mylić
zbieżności (prawdopodobnie przypadkowej) ze związkiem przyczynowo skutkowym.
Dopiero bowiem rzeczywista zależność uprawnia do formułowania takich wniosków.
Blackmore przedstawia następującą analogię: tak samo jak ewoluował nośnik
informacji genetycznej (od mniej do bardziej skomplikowanego), tak też ewoluują
nośniki memów (od prostych przekazów ustnych, przez druk do Internetu).
Oczywiście opisanie procesu rozwoju memów wydaje mi się trafne. Nie mam żadnych
wątpliwości, że za pomocą teorii memu zupełnie trafnie wskazać można kluczowe
momenty ewolucji mediów, a także wzbogacić refleksję nad nimi o dotąd nie
rozpoznane aspekty. Jednak zrównanie tych przecież różnych replikatorów wydaje
mi się po prostu błędem.
Taka
jest po trosze cała Maszyna memowa, przepełniona intuicjami autorki,
pełnymi wiary i natchnienia. Jest to szczególnie ciekawe, gdy zastanowimy się
jak daleka od pewnych idei humanizmu jest Blackmore w swoich twierdzeniach. Nie
szuka kompromisów, można powiedzieć, że na siłę forsuje swoje hipotezy. Konsekwencja
z jaką odnosi się ona do kwestii zwykle trudnych do zaakceptowania jest wręcz
porażająca i imponująca Na domowej stronie internetowej Susan Blackmore prezentuje
się na licznych fotografiach we włosach w kolorach tęczy. Niech to będzie
ostatni argument za tym, żeby śledzić z zainteresowaniem kolejne publikacje
autorki Maszyny memowej.
 
Opublikowano dnia: sierpnia 22, 2007
Oceń to streszczenie : 1 2 3 4 5

Bookmark & share this post

.