Andrzej
Krajewski - „Chcieli go otruć?” w: „Newsweek Polska” (5. 07.
2007)
Zbigniew Herbert już od 1972
roku był
pod stałą obserwacją SB po tym, jak rok wcześniej stanął w
obronie członków organizacji RUCH. Autor artykułu na pytanie
czy Służba Bezpieczeństwa w 1975 roku usiłowała zabić Zbigniewa
Herberta, odpowiada, że nagła choroba
poety podczas XIX Zjazdu ZLP
w Poznaniu mogła nie być zwykłym zatruciem. W wyborach nowych
władz Związku Literatów Polskich i w zjeździe Herbert nie
wziął udziału, chociaż przybył do Poznania i zakwaterował
się w hotelu Polonez. Przyczyną była nagła choroba po napiciu się
wody mineralnej ze stojącej na stoliku hotelowym butelki. Poeta
poczuł, że traci świadomość i upadł. Resztką sił doczołgał
się do łazienki, gdzie zwymiotował i wezwał pomoc. Do szpitala
zawieźli go: Artur Międzyrzecki i Witold Dąbrowski. Przeciw
postanowieniu władz, dotyczącemu ponownego wyboru Jarosława
Iwaszkiewicza na prezesa i przeforsowaniu składu zarządu
bezwzględnie uległemu PZPR, zawiązała się opozycja, która
jednak szybko się rozpadła po rozejściu się wiadomości o próbie
otrucia Herberta. Poeta był już wtedy znany i uznany, cyt.: „Jego
tomiki wierszy na czele z „Panem Cogito” i zdystansowana postawa
wobec władz zyskały mu szczególny posłuch wśród
innych pisarzy. Na liście najniebezpieczniejszych „agresywnych
opozycjonistów” biorących udział w zjeździe, Wydział
Kultury KC PZPR umieścił poetę obok m.in.: Władysława
Bartoszewskiego, Wiktora Woroszylskiego, Andrzeja Kijowskiego i
Andrzeja Brauna”. XIX Zjazd ZLP „uświetniła” delegacja z
ZSSR z marszałkiem Wasylem Czujkowem, który 30 lat wcześniej
na czele oddziałów Armii Czerwonej wyzwalał Poznań. Nie
można więc było, zwłaszcza teraz, dopuścić do wystąpień na
temat cenzury czy przeforsowania swoich kandydatów do władz
ZLP. Ponadto w hotelu roiło się od agentów SB, na każdym
korytarzu jeden pokój zajmował funkcjonariusz. W dniu wyborów
panowała atmosfera nerwowości, cytuję za autorem słowa pisarza
Leszka Proroka: „Zwierzęco zdenerwowany Załuski
ZLP – przyp. aut.> i jego świta. Widoczny niepokój Tejchmy,
Kraśki
aut.> i Syczewskiego
, pierwszy
raz widziałem, żeby się tak bali o rezultat”. Ale Zjazd ZLP
odbywał się przed VII Zjazdem partii. Na wieść o Herbercie nie
wystawiono własnej listy, ale Marek Nowakowski przeczytał list
pisarza Kazimierza Orłosia (objętego zakazem druku) zawierający
opis represji, jakie go spotkały. Wybory przeszły zgodnie z
zamiarami władzy i wybrano „pisarzy pozytywnych” na czele z
Iwaszkiewiczem, a opozycję ośmieszono. Wielu delegatów
uznało sprawę otrucia Herberta za absurd, ale żona poety,
Katarzyna, wspomina, że tej samej wody skosztował jego przyjaciel
Dąbrowski i też źle się poczuł. Później obaj panowie
zanieśli butelkę do sanepidu, ale tam odmówiono zbadania jej
zawartości, a na posterunku MO butelka ostatecznie zaginęła,
natomiast lekarz Antoni Dmochowski zbadał Herberta i nie stwierdził
żadnych objawów zatrucia, jedynie reakcję alergiczną. Poeta
nie wracał już do tej sprawy, ale nie zmienił przekonania co do
próby otrucia go. W aktach SB nie odnotowano tego incydentu,
ale znaleziono zapisek w dzienniku ministra kultury Tejchmy: „Mówiono
mi, że poeta Herbert podobno pojechał na pogotowie i krzyczał, że
został otruty wodą mineralna w hotelu. Cui bono? Jakie mogą być
motywacje trucia dobrego poety?” Skutki tego zdarzenia dla poety
były takie, że już nigdy nie angażował się w działania ZLP i
organizowanie opozycji. Wyjechał na Zachód, skąd niechętnie
wracał do kraju. Sygnował jednak swoim nazwiskiem listy
protestacyjne. Pozostał na uboczu być może i dlatego, że był pod
stałą obserwacją SB. Przestrogą mógł być także los
Dąbrowskiego, świadka poznańskich zdarzeń, tłumacza m.in.
„Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa, który w 1976 roku
podjął współpracę z KOR. W 1978 roku na walnym zebraniu
warszawskiego oddziału ZLP potępił partię za prześladowanie
pisarzy, a tydzień później, w nocy 9 na 10 maja został
napadnięty i pobity przez nieznanych sprawców, których
nigdy nie schwytano. Zmarł nie odzyskawszy przytomności.