W wielu miastach Europy i świata buduje się teraz muzea nowego typu (najlepszym polskim przykładem jest Muzeum Powstania Warszawskiego). Ich ideą przewodnią jest narracyjność i całkowite odstąpienie od XIX-wiecznych wzorców, kiedy to panowało przekonanie, że dzieła sztuki należy udostępniać szerokiej publiczności poprzez umieszczenie ich w eleganckich salach, do których, gdy wstępowaliśmy w kapciach suwanych, by z należną czcią podziwiać eksponaty, poukładane równiutko na półkach, stolikach i z gablot zaszklonych światłem odbitym błyskające, mieliśmy wrażenie, że
oto w świątyni sztuk przebywamy, podłóg i kobierców kalać stopą nieobutą w muzealny kapeć suwany nie śmiejąc, co
więcej - pewności nie mając,
czy wzrokiem swym niegodnym owych nie kalamy arcydzieł przypadkiem, przechodziliśmy z komnaty do komnaty, odczytując niejasne wyjaśnienia i słuchając lub nie słuchając przewodnika, który nie po to pięć lat historię sztuki studiował, a potem co najmniej przez czas jakiś u mistrzów różnych terminował, by teraz schylać się do poziomu gimnazjalisty pierwszego lub lepszego i wyjaśniać mu różnicę między jednym a drugim, bo zawsze
wtedy należałoby wspomnieć o trzecim, czwartym i tak w nieskończone otchłanie artyzmu najwyższego, którego migotliwe przebłyski w dziełach prekursorów tudzież epigonów dostrzegalne bywały, o czym należałoby napomknąć, brnąć by trzeba było, na co ani czasu, ani za co zapłaty nie uświadczywszy, skonać by przyszło pod brzemieniem niewypowiedzianego zachwytu, na który zresztą trudno by było liczyć, zważywszy, że przedmioty podziwu koneserów dla gimnazjalisty zbieraczami kurzu bywają, co wcale dobrego końca nie zapowiada ani doń nie prowadzi, bo - przechodząc do kolejnych problemów, wymagających przedstawienia specjalnego, a dla przeciętnego gimnazjalisty niedostępnego tako, jako i niedostępne dla wzroku bywają rzeczy akustyczne, dla ucha optyczne, dla palców smakowe, a dla dżdżownicy radiowe - dowiadujemy się, że tymczasem w świecie, gdzie po kilkudziesięcioletniej przerwie zaczęto masowo budować muzea ogromne, zapanowała moda zupełnie inna, polegająca na tym, że nie kapcie suwane o muzealności obiektu stanowią i nie przewodnik dociera lub nie dociera ze swą wiedzą do gimnazjalisty, lecz muzeum samo w sobie i sobą gadać poczyna a i obrazy zmieniać na wielkich ekranach, wstrząsami, zapachami i nawet smakami, choć smakami tylko w muzeach kulinarnych, gimnazjalistę uraczywszy, miażdży go architekturą potężną, wchłania przepastnymi wglądami nie tylko w rzeczy istotę, ale i w konteksty rozliczne, wybór dając nieograniczony, a przez to zapraszając ponownie do zgłębienia zagadnień trudniejszych, gdy i wiek stosowny i rozumienie rzeczy okazać się może właściwe, tudzież godne zaprezentowania nawet tego, co w magazynach pleśnią by pokryte być mogło, gdyby nie dziatek przybycie i nagłe a niespodziewane mediów zainteresowanie, o które zresztą i zabiegać łacniej, gdy samo muzeum mediami wszelakimi do multi wręcz mediów wypełnione będzie i nieśmiertelność każdemu reportażowi, ba, nawet każdej wzmiance zaszczytnej zapewni, a autorom zacnym laurów przyda, potomności przekaże i pod karą wiecznej infamii od nadużywania środków przekazu w celach niegodnych niezawodnie ustrzeże tako, jako i o prowokacji gliwickiej prawdę przechowywać będzie po wsze czasy, co oby sobie do serca wzięli projektanci Muzeum Historii Radia i Sztuki Mediów, których praca takoż nieśmiertelną zostanie. Co najmniej przez jakiś czas.
Więcej streszczeń na temat Muzeum narracyjne