http://homoseksualizm.chrzescijanin.pl/modul es/sections/index.php?op=viewarticle&artid=3Dlaczegowybrano słowo „gay”?
Kilkanaście lat temu angielskie słowo "gay" (polskie „gej”) znaczyło "wesoły" i było używane przez wszystkich ludzi. Udało mi
się odkryć, że wyrażenie „gay blade” było pierwszym w języku angielskim wyrażeniem już w siedemnastym wieku opisującym kogoś, kogo dzisiaj nazywamy "latawcem", donżuanem lub kobieciarzem, prowadzącym — wydawałoby się — wesołe życie. (Prawdę mówiąc, wielu takich uwodzicieli zmarło cierpiąc z powodu kiły). Historyk Arthur M. Schlesinger kwestionuje wiązanie tego wyrazu z homoseksualizmem mówiąc: „Było to jedno z najbardziej miłych słów w naszym języku. Stosowanie go na określenie tak żałosnej grupy to rozbój”. („The State of the Language1977”. W: Time, 2 stycznia 1978, s. 36.) W ostatnich latach homoseksualiści przejęli to słowo i dlatego niechętnie go już używamy. Teraz ciągle słyszymy o prawach, dumie, wiecach, barach, łaźniach i stylu życia związanych ze słówkiem „gay”.
Jestem świadomy, że homoseksualiści nie są nieszczęśliwi przez cały czas. Z osobistych rozmów z nimi i z lektury na ich temat wiem, że czasami wielu z nich czuje się szczęśliwymi i na własny sposób doświadcza chwil uniesienia. Wolę jednak nie używać ich ulubionego słowa, jakim siebie nazywają, ponieważ jest ono zwodnicze. Dla zdecydowanej większości
homoseksualistów nie oznacza radości nawet co jakiś czas. Jest ono bardziej propagandowe niż definiujące. Wprowadza w błąd, bo ukrywa ich życiową samotność. Jeśli nawet 6% naszej ludności to homoseksualiści, to społeczność ta odznacza się siedmiokrotnie wyższym wskaźnikiem samobójstw niż społeczność ludzi normalnych. Pewien autor uważa, że 50% samobójstw w Ameryce można przypisać homoseksualistom. W swej książce „How To Win Over Depression” („Jak pokonać depresję?”) przedstawiłem, że minimalna liczba szacowanych samobójstw w Ameryce waha się między 50 a 70 tysięcy rocznie. Jeśli powyższy autor ma rację, to w największym kraju na świecie każdego roku popełnia samobójstwo od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu tysięcy homoseksualistów. Jeśli te dane są prawdziwe, to współczynnik samobójstw wśród homoseksualistów jest 12–14 razy wyższy niż wśród ludzi normalnych.
W artykule z marca 1976 roku zamieszczonym w gazecie „San Francisco Chronicle” kierownik ogromnej klinki chorób wenerycznych, której roczny budżet wynosił ponad milion dolarów, stwierdził, że siedemdziesiąt procent pacjentów to homoseksualiści. San Francisco często nazywane jest „homoseksualną stolicą świata”. Znajduje się w nim więcej barów i melin homoseksualnych (w przeliczeniu na liczbę mieszkańców) niż w jakimkolwiek innym mieście. Pewna gazeta wydawana przez homoseksualistów bardzo chwaliła klinikę w Los Angeles za to, że zajmuje się miesięcznie 7500 pacjentami chorymi na choroby przenoszone drogą płciową. Podatnicy z Kalifornii płacą rocznie około dwudziestu milionów dolarów na leczenie homoseksualistów z chorób wenerycznych. Przyjmowanie ogromnych dawek penicyliny, by leczyć choroby weneryczne, nie jest z pewnością wesołe!
Joe Ledbetter, były homoseksualista, przyznaje, że on i wielu innych homoseksualistów żyło na zasiłku społecznym lub z pieniędzy podatników, (...) ponieważ homoseksualiści popełniają samobójstwa i są niewypłacalni — albo z innych podobnych przyczyn. Ledbetter otrzymywał dwieście pięćdziesiąt dziewięć dolarów miesięcznie od rządu (pieniądze te nie były opodatkowane) przez ponad cztery lata (licząc do chwili, gdy o tym powiedział) ( Murray Norris. Christian Family Renewal Newsletter. Box 73, Clovis, California.) Od kiedy życie na koszt opieki społecznej przynosi szczęście? Krótkoterminowa pomoc społeczna może ocalić życie. Jeśli jednak staje się sposobem na życie, odziera osobę korzystającą z tych pieniędzy z szacunku do siebie i poczucia produktywności, czego każdy człowiek potrzebuje, żeby być szczęśliwym.
Dr John White w swej książce „Eros Defiled” („Zhańbiony eros”) opisując, jak napastował go pewien homoseksualista, powiedział: „W przeważającej większości homoseksualiści to ludzie nieszczęśliwi. Niezależnie od sukcesów w walce z dyskryminacją nigdy nie osiągną zrozumienia ani akceptacji u ludzi z normalnego świata. Są także nieszczęśliwi, ponieważ bardziej niż przeciętny człowiek doświadczają poczucia samotności i odrzucenia — czasami nawet ze strony swych przyjaciół homoseksualistów”. ( John White. Eros Defiled. InterVarsity Press. Downers Grove 1977, s. 119.)
Przywódcy Ruchu Wyzwolenia Gejów wykorzystują wszelkie środki, będące do ich dyspozycji, by zalewać umysły współczesnej młodzieży przekonaniem, że homoseksualizm to „wesoły” sposób na życie. W okresie, gdy wielu młodych ludzi jest z natury zbuntowanych przeciwko ustalonemu porządkowi, członkowie tego ruchu starają się ich przekonać, że ich skłonności są „normalne”. W konsekwencji tego to, co normalne, staje się wrogiem, a „wesołe życie” zmienia się w „dobre życie”. Aby przeciwstawić się tej zwodniczej koncepcji, chcę zaprezentować szesnaście powodów tego, że homoseksualizm nie jest zabawny. Mam nadzieję, że będziesz mógł wykorzystać niektóre z nich, by pomóc młodym ludziom — być może zagubionym w życiu pod względem seksualnym — zobaczyć, jaki jest naprawdę homoseksualizm, zanim popadną w jego niewolę.