Generation P
absurdy współczesnej Rosji
Co wiemy o współczesnej Rosji? O Rosji, która z głębokiej komuny stała
się niemal z dnia na dzień quasikapitalistycznym imperium? Co wiemy o ludziach, którzy tam żyją? Co wiemy o tym, jak żyją? Co ich dręczy? Co im sprawia przyjemność? Czym się pasjonują? Czym są przerażeni? Co im przeszkadza? Dzięki czemu potrafią się w tym nowym zupełnie dla nich świecie odnaleźć?
Nic. Dokładnie nic. To, co w jakiś tam fragmentach dociera do nas z wiadomości agencyjnych czy rzadkich bardzo dokumentów pokazywanych przez różne stacje telewizyjne to tylko zewnętrzna otoczka, tylko maska, którą Rosja wkłada dla obcych. Pora więc może wejść poza tę maskę i dowiedzieć się jak to naprawdę w tej Rosji jest.
De facto nie znamy współczesnej prozy rosyjskiej, prozy tworzonej przez najmłodszą generację, na której odbiło się gwałtowne przejście ze zdychającego komunizmu w drapieżny kapitalizm. Jest to w Polsce zupełna terra incognita.
I owszem, i my przeżyliśmy przejście z tak zwanej demokracji ludowej w tak zwaną demokrację – bez jakiegokolwiek przymiotnika, ale nie przeżyliśmy tego tak, jak pokolenie początku lat 60-tych w Rosji. „Generation P” – od P jak Pepsi – tę niewiedzę naszą rozjaśnia.
Widzimy w niej Rosję oczyma Wowy Tatarskiego, subtelnego poety, który jak i inni daje się ponieść zachłyśnięciu blichtrem Zachodu, który tak nagle wbija się w rosyjską rzeczywistość. Wbija się z całym swoim zewnętrznym sztafażem zła i tworzy z Rosji istne imperium zła, w którym rządzi już nie I sekretarz, ale gangster i prostytutka.
Nie podoba się to Wowie, ale siłą faktu musi w to wszystko wejść – jeśli oczywiście chce jakoś funkcjonować. A „jakoś” oznacza przyjęcie za normę tego wszystkiego, co Rosja „zdobyła” na zmianie ustrojowej: narkotyki, konsumpcję na zasadzie wszystko na raz, bo jutro się świat skończyć może i zbrodnię w skali – z naszego, polskiego punktu widzenia – niewyobrażalną.
Gdzieś musi Wowa podziać swoje poetyckie wzruszenia, gdzieś musi schować pięknoduchostwo, jakoś musi rozstać się ze sobą z lat pozorne bezpieczeństwo zabezpieczającej komuny. Nie nażył się on co prawda za tej komuny dużo, ale to ona na jego wychowanie, na kształtowanie jego charakteru, jego patrzenia na świat rzutowała. I to rzutowała w sposób niebagatelny... Co pocznie Wowa? Ano zacznie pracować w agencji reklamowej, stykając się w ten sposób z mechanizmami „nowego, wspaniałego świata”. Przyjmuje jego reguły, ale nie znaczy to wcale, że się z nim utożsamia – robi wszystko, czego tylko ten świat od niego wymaga, ale zachowuje do niego pewien dystans, pozwalający mu na jego ocenianie i ocenianie siebie samego w tym życiu według nowych reguł.
Roczniki lat 60-tych w Rosji marzyły o tym wszystkim, co oferował Zachód, marzyły o pepsi, coce, camelach, marlboro, wranglerach i tym podobnych lokatorach kolorowych reklam. Gdy to wreszcie przyszło, okazało się być tylko zewnętrznym bardzo wyróżnikiem zmian. Pod spodem – zmiany te oznaczały wyrwanie się na zewnątrz tego wszystkiego, co tak długo przez komunę było skutecznie tłumione, a więc także i to wszystko, co z Rosji zrobiło kraj występku i zła.
Byłem w Rosji na kilka miesięcy przed tym, jak zaczęły się w niej zmiany ustrojowe i z pewną obawą zastanawiałem się, co będzie, kiedy i w niej zaczną się przemiany – co już wtedy było nieuniknione. Po lekturze „Generation P” – wiem. Wiem – i szczerze mówiąc boję się, bo to przecież daleko nie jest, a zło i występek ma tendencje do rozprzestrzeniania się... zresztą rosyjska mafia już do nas dotarła i sądząc po enuncjacjach pasowych – czuje się u nas nieźle.
Poleca „Generation P” Polityka, polecam i ja. Warto!
Więcej recenzji na temat Generation P