Po postawieniu kropki kończącej ostatnie zdanie 'Historii Lisey' Stephen King stwierdził, że to jego szczyt, na który już
nigdy więcej może
się nie wspiąć. Dlaczego? Może dlatego, że to bardzo osobista książka? Może dlatego, że jest najbardziej ambitna i poważna? Może powodem był też język jakim została napisana. Styl nadal jest z miejsca rozpoznawalny, lecz King szczególną uwagę poświęcił tutaj formie. Jak powiedział niedawno, "język jest bardziej istotny niż był kiedyś". To wszystko powoduje, że 'Historia Lisey' wyróżnia się w pisarskim dorobku Stephena Kinga. Początek powieści jest bardzo poetycki. Autor zdobi zdania, dobiera starannie słowa, celowo wykręca wyrażenia, wymyśla nowe wyrazy. Nie czyta się tego szczególnie gładko, tym bardziej, że nie zostajemy rzuceni w wir wydarzeń, dzięki któremu przerzucalibyśmy kartki czym prędzej, jedna za drugą. Spokojnie i powoli poznajemy poprzez wspomnienia Lisey, jej życie, męża, siostry. Wybitnie obyczajowa powieść - takie jest pierwsze wrażenie. Coś innego, jakby inny autor, ale jednak z pomiędzy tego słowotwórczego natłoku wybija się dobrze znany i lubiany styl. Wraz z upływającym czasem i powiększającą się ilością kartek po lewej stronie książki a malejącą po prawej, poetyckość schodzi na coraz dalszy plan, tekst staje się płynniejszy, a sama fabuła coraz ciekawsza. 'Historia Lisey' jest takim małym gatunkowym tyglem. Do obyczaju dołącza sensacja, następnie thriller, pojawia się element mocnego horroru aż w końcu jest i fantasy. Pierwsze cztery gatunki świetnie zostały wymieszane tworząc ciekawą historię. Fantasy jest jednak tym elementem książki, który mi się nie spodobał, przez który moja ocena całości jest niższa. Tym, którzy polubili 'Talizman', może spodobać się także i ta odsłona 'Lisey'. Moje poważne zastrzeżenia są podobne w przypadku wspólnej książki Kinga i Strauba i nowej, samodzielnej powieści Stephena, bo dotyczą tej samej kwestii - przenoszenia się do innej rzeczywistości. W 'Talizmanie' to była kwestia techniczna, nie spodobał mi się sposób w jaki bohater podróżował między światami. W 'Historii Lisey' drażni nie tylko podobny sposób "przechodzenia", ale sam fakt obecności takiego wątku. Powieść zapowiadała się na poważniejszą, bardziej prawdziwą, z wyższej półki, a takie posunięcie trochę zburzyło ten obraz. King stworzył świetne postacie, mamy Scotta, którego dzieciństwo to piekło, a dorosłość to pasmo sukcesów, które przerywa zamach. Mamy Lisey, która musi stawić czoło śmierci sławnego męża, poważnym zachwianiom psychicznym siostry i walce z psychopatycznym fanem Scotta, napuszczonym przez żądnego spuścizny sławnego pisarza, profesora akademickiego. To elementy, z których może powstać bardzo dobra książka, nie potrzeba tu nadnaturalnych elementów fantasy. Kierują one powieść na inne tory, szkoda. King nie raz już mierzył się z motywem kobiety w swojej twórczości. Poczynając od pierwszej wydanej książki, 'Carrie', poprzez kobiecą trylogię 'Gra Geralda', 'Dolores Claiborne' i 'Rose Madder'. W nowej powieści znów powraca studiując kobiecą psychikę. Z postaci ukrytej za plecami męża, czyni Lisey silną kobietą, która przejmuje stery swojego życia. Ponownie pisarz udowadnia, że świetnie potrafi wykreować bohatera, kształtować i rozwijać prowadząc go przez kolejne strony książki. A psychika kobiety nie ma przed nim tajemnic. Nowa powieść zawiera też nieco smaczków dla fanów. Znów możemy napotkać powiązania z twórczością Kinga , pojawiają się bohaterowie i miejsca z wcześniejszych książek (i nie tylko). Po wielu latach ponownie odwiedzamy Castle Rock, pojawia się także Derry, czyli dwa najważniejsze miejsca w uniwersum Kinga. Naprawdę przyjemnie jest wyłapywać drobne prezenty jakie przez całą książkę podrzuca nam autor. 'Historia Lisey' to w moich oczach dobra książka. Dobra historia z potencjałem na znakomitą powieść z górnej półki. Nieco nowatorska w twórczości tego pisarza, ze względu na język i nieco poważniejsze tło. Piękna opowieśćddaniu, walce z demonami przeszłości i o spokojną przyszłość. Nietrafia jednak ta książka do czołówki moich ulubionych. Może, gdyby nie ta poważna rysa jakim jest element nadnaturalny... Niemniej jednak już niedługo jeszcze raz siądę do lektury bo naprawdę warto.