"Małe zbrodnie małżenskie" przeczytałam jednym tchem, tak jak i
wcześniejsze trzy książki francuskiego pisarza
Eric-Emmanuel Schmitt'a... tym razem jednak byłam lekko, może nawet nieco więcej niż lekko, rozczarowana...
Po tej lekturze po prostu zbyt wiele nie pozostaje... Owszem książka Schmitt'a, ostatnimi czasy autora
bardzo popularnego wśród polskich czytelników, wciąga bardzo, każde zdanie zdaje się być ważne i całkowicie absorbuje naszą uwagę. Można też się pośmiać, gdyż małżeńska para przedstawiona jest z dużą dozą groteski i ironii. Można także dłuższą chwilę zastanowić nad całkiem trafnymi, filozoficzno-egzystencjalnymi, stwierdzeniami Schmitt'a.
Ale po zamknięciu książki nie ma tego ujmującego wrażenia, jakie towarzyszyło mi przy wcześniejszych lekturach... stąd też moje lekkie rozczarowanie... może jednak za dużo wymagam... w końcy to dramat, a nie powiastka filozoficzna, jak
wcześniejsze książki Schmitt'a...