Poznałem kiedyś małolatę, włosy czarne
i te jej nabrzmiałe usta. Miała na imię Marlena, a ci co
ją znali, mówili
że swymi ustami operuje niezgorzej niż chirurg skalpelem. A wyglądała na małą
niewinną ponętną dziewczynkę. Pracowała w lodziarni na rogu Siennej i
Mickiewicza. Kupiłem tam dwie gałki, oczywiście patrząc jej głęboko w
biust i prawie śliniąc
się przy tym zaprosiłem
ją na kolacje w Myśliwskiej.
Powiedziała bym przyszedł jeszcze przed osiemnastą to wtedy da mi odpowiedź.
No to byłem. Jeszcze chwilę się zastanawiała, potem stwierdziła, oglądając
mnie wręcz z każdej strony i prawie dotykając mnie, że nie idzie ze mną do
Myśliwskiej (już sobie pomyślałem, że jutro znowu spróbuję) po chwili
dodała, że jak chcę to mam odprowadzić ją do domu. Tak też zrobiłem .
Przed drzwiami przyciągała mnie do siebie namiętnie liżąc moją twarz.
Otworzyła drzwi i wciągnęła mnie do środka, w przedpokoju rozpięła mi
rozporek, wepchnęła mnie na ścianę tak bym w lustrze widział co robi.
Chwyciła mego fiuta i sączyła z niego soki pałując przy tym głową i gniotąc
go w ręku wykonywała nią ruchy. Drugą ręką podciągnęła sukienkę, tak
że widziałem w lustrze jej kruczo-czarne włosy łonowe, których kolor
przenikał przez koronkową bieliznę, gdy falowała swym pierdzielę kręcąc
jakieś dziwne niepowtarzające się kształty. Przez cały ten czas rozbierałem
ją, a ona powolutku mnie. Wtedy to zanurzyłem swe palce w jej chłonącej
cipce. Przesuwaliśmy się do pokoju gdzie był okrągły stół. Martena chwyciła
mą rękę i zacisnęła me palce na jej włosach na głowie dając mi do
zrozumienia iż chce bym użył siły. Energicznym ruchem podciągnąłem ją do
stołu i przycisnąłem jej głowę do mego kutasa, poruszyłem nią może ze
dwa razy potem mocniej uchwyciłem za włosy i narzuciłem ją na stół.
Przycisnąłem jej piersi do blatu, wetknąłem swoją pałę w jej ociekające
śluzem wargi. I w ten sposób energicznymi ruchami posuwałem Marlenę wraz ze
stołem, aż do szafy. Leżąc na brzuchu chwyciła mnie z tyłu za uda i nadała
jeszcze szybsze tempo, i bardziej energiczne ruchy postękując przy tym z
przyjemnością i bólem. Po chwili zauważyłem, iż ta pozycja już ją tak
nie bawi, odwróciłem jej ciało, przytuliłem do siebie. Ona uwiesiła nogi na
moich pośladkach ja oparłem swe plecy o drzwi i zacząłem unosić jej ciało,
a ona rytmicznie podciągała się na moim karku. Liżąc jej nabrzmiałe usta
spojrzałem na kanapę. Nie przerywając tych uniesień położyłem się na
plecach. Martena ujeżdżając mnie jak dzikiego ogiera szczytowała
kilkakrotnie postękując w taki sposób, że mnie to rozpalało. Czułem iż
zbliża się erupcja mego wulkanu "mruknąłem do niej 'już
nadchodzi'" - zeszła ze mnie i delikatnie liżąc czub penisa doprowadziła
go do wytrysku, a spermę rozsmarowała w około swych sterczących sutek. Kilka
minut leżeliśmy w bezruchu wtuleni w siebie. Po czym ułożyłem ją na
plecach i posuwając się od głowy w dół łechtałem jej ciało ustami i językiem,
aż doszedłem do stóp. Wracając do góry zatrzymałem się na wewnętrznej
stronie ud. Marlenie widać się to podobało gdyż szeptała "tak,
dobrze", więc swymi ustami zaakcentowałem tą strefę, ale przecież nie
oto mi chodziło. Językiem piąłem się wyżej, aż do jej wilgotnej
rozszerzonej jamy. Gdy już tam wierciłem swym jęzorem ona uchwyciła mnie za
głowę i mocno przycisnęła do swej gorącej pisi, wtedy właśnie zrozumiałem
i poczułem smak prawdziwej, czystej, zdrowej i soczystej młodej kobiety. Tak
mnie to ruszyło wewnątrz, że chciałem znowu być w niej, lecz moje ciało
jamisto-gąbczaste nie było jeszcze gotowe. Marlenka widząc to zasugerowała
mi pewną liczbę, poczym już miała go w ustach. Poczułem wtedy coś
nadzwyczaj przyjemnego, spojrzałem na nią, miała go całego prawie z worem
mosznowym w ustach. Pojąłem wtedy, że czub mego kija był gdzieś w gardzieli
za przełykiem, widać dla niej to nie pierwszyzna, gdyż robiła to tak
starannie i dokładnie, że żadna pisarka nie potrafiłaby użyć takiego
zasobu wyobraźni co ona. Po chli poczuła moją twardość, usiadła na niego
i używając prawa fizyki ślizgała się po nim w górę i w dół. Po czym użyła
więcej energii do samego opuszczania się po nim uderzając we mnie swymi
spoconymi pośladkami. Słyszałem wtedy trzy dźwięki, dziwny przyklask, coś
jakby uderzenia młota o kowadło i ścinania drzewa siekierą co zaś wyzwalało
u mnie napływy przyjemności i uniesień. Położyłem się przywalając ją
swym ciałem. Wszedłem w nią swym pneumatycznym młotem i zacząłem kuć ją
do czerwoności i czekałem aż zacznie kipieć. Uniosła nogi i szeroko je
rozszerzyła, chwyciła me jądra bardzo mocno zmuszając do większej pracy,
gdy puściła jeszcze kilkakrotnie poruszałem się w niej. Na chwilę przerwałem
by zobaczyć jej cipkę, rozchylone wary, nagle chwyciła mego kutasa i kierując
go w stronę odbytu tam go włożyła i przyciągnęła się bliżej mnie.
Zaczynając powoli i nadając mi tempo rękoma nasadzała się coraz to
bardziej. Będąc już przy samych jej pośladkach zacząłem swą chamską
batalię. Uderzałem w nią coraz silniej. Odchyliłem się nieco, włożyłem
jej w pochwę dwa palce. Zacząłem zginać i posuwać nimi w środku. Następnie
trzy, potem cztery, chciałem włożyć dłoń, lecz ona powiedziała, że to będzie
trochę za dużo. Zostałem na czterech wciąż posuwając Marlenkę w dupę.
Zaczęła drżeć i jęczeć. Była podniecona i stękała co jakiś czas, a ja
czułem kilkakrotne skurcze jej cipki. Odpychając mnie wyciągnęła mego fiuta
z jej rozepchanej dziury i włożyła go w rozpaloną przez me paluchy cipkę,
było ekscytująco. Wtem, nie wiem skąd wiedziała, znów dobrała się swymi oślinionymi
ustami do mego kija. Te jej działanie aż mnie rwało, miałem dreszcze. W
kulminacyjnym dla mnie momencie część nasienia z przyjemnością połknęła,
a resztę która rozpryskiwała się na jej obliczu rozsmarowała na swej
rozgrzanej twarzy stękając przy tym namiętnie. Po męczącej przyjemności
ulegliśmy i zasnęliśmy w swych ramionach całując się przed tym .Spotykamy
się aż do dziś nie stroniąc od nowości i kobiecych trójkątów.