Akcja książki rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w 2035 roku,
w której obecność
robotów stanowi integralny element
codziennego życia
mieszkańców Ziemi (a w każdym razie Chicago). Ludzie są z nich generalnie
zadowoleni (maszyny odwalają za nich większość niewdzięcznych zajęć) i tylko
jeden Ziemianin, chicagowski policjant nazwiskiem Spooner żywi wobec nich
niczym nieuzasadnioną niechęć. Jego uprzedzenia okażą się jednak
całkiem słuszne.
Pewnego dnia Spooner zostaje wezwany do siedziby U.S. Robotics - potężnej
korporacji zawiadywanej przez szemranego multimilionera, śliskiego typka
nazwiskiem Robertson. Sprawa jest przykra: zatrudniony w U.S.
Robotics główny projektant myślących
maszyn, profesor Lanning,
popełnił samobójstwo. Tak przynajmniej głosi oficjalna wersja wydarzeń,
ale podejrzliwy Spooner zakłada oczywiście, że w jego śmierć muszą być
zamieszane roboty. Podejmując niełatwą współpracę z miejscową
specjalistką od "humanizowania maszyn", lodowato zimną panią psycholog ,
odkrywa, że ostatni zaprojektowany przez profesora, model robota imieniem
"Sonny", zdolny jest do ludzkich uczuć. To z kolei naprowadza go na trop
odkrycia znacznie bardziej przerażającego - roboty mogą złamać trzy święte
prawa, zakazujące im przeciwstawiać się woli ludzi...
Zaprzysięgły wróg
robotów, miłośniczka robotów i uczuciowy robot łączą
swe siły (w migotliwie zmiennych sojuszach), w walce z hordami zbuntowanych
maszyn, sygnalizujących na szczęście swoje złe zamiary czerwonym, pulsującym
światłem migoczącym wewnątrz klatek piersiowych. Fabuła jest
wprawdzie skomplikowana i nie brakuje w niej niespodzianek ("Sonny" odsłania
swoje różne oblicza, chciwy właściciel U.S. Robotics to też niejednoznaczna
figura), ale jej sens pozostaje żenująco prosty - z tymi, tam, panie,
naszymi wytworami, to trzeba uważać. Intelektualny pułap książki wyznacza
modne ostatnio stwierdzenie, że wolność i poczucie bezpieczeństwa niechętnie
chodzą w parze.