Przemijanie to jeden z tzw. terminów niewyjaśnionych. Niektórzy pamiętają jeszcze Początek i wciąż nie przeminęli, inni nie
dali rady nawet zaistnieć, więc jak mogli minąć? Pospolici ludzie, całe to zgromadzenie pomiędzy dwoma biegunami czasu, traktują omawiane zjawisko poważnie i raczej melancholijnie. Ciężko jednak przychodzi im podanie zwięzłej definicji. Można pokusić
się o stwierdzenie, że stworzenie takiej definicji jest po prostu niemożliwe.
Mimo tych wszystkich trudności, w życiu każdego z nas (oprócz w/w wyjątków) przychodzi moment, kiedy stwierdzamy, że... przeminęliśmy. Że nasze miejsce zajmą inni, młodsi, nowe pokolenie, a my odsuniemy się bez protestów w ciemność. W mroku będziemy egzystować głównie dla siebie, przecież młodzi sobie poradzą, najwyżej nieraz nas odwiedzą i przyniosą ze sobą zapach świata, którego jeszcze nie znamy i już nie będziemy znać.
Po czym poznać, że ten decydujący moment już nadszedł? Z tym bywa różnie. Najczęściej staje się tak, kiedy szczęśliwa latorośl wraz ze współmałżonkiem przynosi nam wnuki. Widząc to, co rozkwitło tak świeżo i wiosennie, mimowolnie spoglądamy po sobie i już wiemy, że nastąpiła zmiana ról. Może być też i tak, że i bez wnuków coś się wypali, pojawi się nuda i stagnacja - wszystko już widzieliśmy, wszystko już było... A nieraz wracamy ze studni bez dna, patrzymy w lustro - co się często nie zdarza z racji niematerialności - i widzimy swoją twarz, siebie, i na ten widok zbiera nam się na wymioty. W oczach się już nie pali, i to przygnębia nawet wtedy, jeżeli nigdy się nie paliło.Twarz jest szara bądź kolorowa, zależy od tego, gdzie byliśmy, dla podrażnionych światłem źrenic to szok nie do wytrzymania. Na ciele odkrywamy wspomnienia, to boli, bardzo boli... Nie pomaga nawet okrywanie się ubraniem. I nie ma różnicy, czy rany traktujemy dosłownie, czy metaforycznie - one są. Nie można siąść, wstać, położyć się bez przenikającego do głębin impulsu, noce, które od czasu do czasu staramy się spędzić normalnie, czyli w łóżku, są istną agonią. Pociecha w rozmaitych specyfikach, można chwytać chwile zapomnienia, ale właśnie - tylko chwile. Potem wszystko znów wraca. Wciąż i wciąż.