Trwające już od dłuższego czasu strajki w służbie zdrowia zbliżają się do przysłowiowej ściany. Poszukuje się rozpaczliwie
różnych sposobów mediacji. Tytuł wskazuje, że angażuje się największe autorytety społeczne. W tle trwają przygotowania do ewakuacji pacjentów do innych szpitali, które jakoś doszły do porozumienia ze swoimi dyrektorami. Nad strajkującymi wisi groźba utraty pracy, albowiem czas okresu wypowiedzeń biegnie nieubłaganie. Nie wszyscy mogą też wyjechać. A jak jest w służbie
zdrowia, wiadomo od dawna...Bariery narastające latami sprawiają,
że trzeba większość z nich nazwać, przynajmniej część wyeliminować i
rozpocząć reformę.Sytuacja w służbie zdrowia staje się obecnie
pierwszoplanowym tematem dyskusji. Każdy uważa za obowiązek zabrać
głos. Ci, co to robią zawodowo, widzą wiele problemów, ale obiecują, że
da się je rozwiązać. Wiadomo, że muszą tak mówić, wszak następcy do
objęcia posad „uzdrawiaczy” czekają w zniecierpliwionej kolejce.
Wykonawcy usług polepszających czy nawet ratujących nasze zdrowie
również widzą różne, według nich, dobre rozwiązania. Czasy się zmieniły, ale dla naszej ochrony zdrowia jakby
nie. Wydaje się, że jest to jedna z ostatnich dziedzin, do której
wspomniana prawidłowość jeszcze nie zawitała. Choć nie wszędzie.
Pozytywnym przykładem jest stomatologia. Zapewnia łatwy dostęp do
swoich usług. Inne specjalności radzą sobie gorzej. Być może taka ich
specyfika, tego chyba nikt nie wie. Ponoć panaceum na
uzdrowienie
sytuacji są pieniądze. Przywołuje się przykłady innych
krajów, w których na służbę zdrowia przeznacza się znacznie większy
procent PKB. Jednak nie w wysokości
składki na ubezpieczenie zdrowotne należy jedynie dopatrywać się lekarstwa na
uzdrowienie sytuacji.Pomimo trudności ekonomicznych globalna
składka zdrowotna jest dość okazałym tortem do podziału - to kwota ponad 40 mld zł i stale rośnie. W takiej
sytuacji kto tylko może, czuje się zaproszony na degustację. Znaczna
część przypada na instytucje zajmujące się podziałem środków,
ustalaniem tzw. koszyka świadczeń i ich wyceną. Wydaje się, że środowisko medyczne jest
przygotowane do świadczenia usług za pełną odpłatnością. Świadczą o tym
powstające prywatne przychodnie, a nawet kliniki. Nie jest to
rozwiązanie dla wszystkich. Z pewnością część osób mniej zaradnych
życiowo będzie musiała poszukać sobie innego zajęcia. To one
najgłośniej domagają się reanimacji państwowej służby zdrowia, gdzie
można prywatnie prawie wszystko. Dalej chcą pracować ponad siły, brać
dodatkowe dyżury, dorabiać w firmach ubezpieczeniowych jako orzecznicy.
I ciągle narzekać. Trudno zrozumieć, skąd upór, aby dalej w tym trwać. Należy
podziwiać pasję, z jaką ta część podsuwa nowe pomysły mające pomóc w
utrzymaniu istniejącego status quo (opłata za wypisanie recepty itp.).
W związku z tak głośnym i licznym artykułowaniem swoich postulatów
odnosi się wrażenie, że jest to przeważająca część środowiska
lekarskiego. A chyba tak nie jest.