„Osty kwitnące” wydano w 350 egzemplarzach przez Powiatową i Miejską Bibliotekę Publiczną w Pruszkowie w 2005 roku. Autorem jest Stanisław Kowalczyk, rówieśnik Baczyńskiego. Podobnie jak Baczyński, należał do pierwszego pokolenia wychowanego w Polsce niepodległej. Jego życie i twórczość jest dziś przypominana za sprawa Stanisława Beresia, staraniem którego ukazała
się właśnie książka „Kradzieże brylantów” i Grzegorza Zegadło, inicjatora drugiego wydania „Ostów kwitnących”. Urodził się w 1917
roku w Tule, repatriowany z rodzicami do Polski w 1920 roku do Pruszkowa. Studiował polonistykę na UW. Debiutował w 1934 roku w „Kuźni Młodych”. W czasie okupacji prowadził aktywną działalność konspiracyjną w Biurze Informacji i Propagandy KG AK. Publikował w konspiracyjnych pismach „Demokrat” i „Moskit” i „Kalendarzyku złodziejskim na rok 1944”. Pracował nad złożeniem większego zbioru wierszy pt. „Kradzieże brylantów”, którego nie zdążył ukończyć. „Osty kwitnące”
są szczególnym ewenementem poezji polskiej po roku 1939. Młody poeta rzucony w piekielne pęta rzeczywistości wojennej, oddaje do druku w podziemnej drukarni zbiorek wierszy ciepłych, lirycznych, mlodzieńczych. Krajobrazy łąk, kościółków, okolic małego miasta. Marzenia i pasje młodego mężczyzny w zetknięciu ze światem żeńskim. Trochę w charakterze młodopolskie, dużo ech poezji Leśmiana. Obce otaczającej go krwawej i bezwzględnej rzeczywistości. Ta poezja mało ma wspólnego z poetyką Baczyńskiego. Bliższa jest raczej ciągocie ku bogatemu słownictwu i manierze symbolizmu. Zwraca tu uwagę wiersz „Październik”, w którym „wszystkie smutki i wszystkie jesienie” płyną „ w bór zielony, w bór czerwony jarzębin. I niewodem, białym, mglistym niewodem …. Zagarniają … rdzawo-listną, śród-jesienną urodę”. Podobnie w „Kołysance” z powracający motywem „ukołysania” do snu pośród zaśnieżonego jaśminem pokoju. Ale może to być też smutna kołysanka-lament dla ukochanej żony autora, lub córeczki, które umarły w roku 1942. Pisze o szalonym jaśminie, który smutek rozjaśnił, o sercu, które się żali, spala się białym gołębiem w smukłej spirali. Symbolika tych porównań jest łatwa w odcyfrowaniu. Biały gołąb przywołuje obraz ukochanej lub niewinną duszyczkę córeczki. Jest też głębsza refleksja, konstatacja upływu czasu, wygaszanie się pasji, kolorów. Dorastanie, starzenie się duchowe (przedwczesne, w tamtym czasie brakło luksusu trwania młodości), refleksje smutku, przemijania: „Coraz jest gorzej, codnia jest trudniej/ i jakoś chłodniej i jakoś ciemniej./ Pocóz tak miłość naszą użmudniać daremnie?” Niespodziewanym jest erotyk „Niedziela”. Pierwsza zwrotka to typowy landszaft: gromadki dziewczyn wiejsko-miejskich idą drożyną do kościółka złożyć litanie u stóp Świętego Franciszka. Może to Franciszek z lat młodości, piękny kupiec włoski, a może ten nagi idący ulicami włoskiego miasteczka, bo rozmowa „litanją” inne od pobożnych marzenia w duszach zostawia, gdy „ wieczorem leniwym i dusznym,/ gniotąc w udach niepokój jak orzech,/ na piersiach gorących rwą bluzki,/ chciwe zatrwożeń.”. Prawie na granicy przyzwoitości – ale rzecz w tym by do tej granicy podchodzić, zbliżać się, a nigdy nie przekraczać. Widoczne są tu echa pięknego erotyku młodzieńczego Leśmiana „Zmory wiosenne”, gdzie „ Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas…/ …/…/…/A piersi jej rozpiera majowy cudny strach" Czyż "rozpierający piersi majowy cudny strach" nie jest strachem przed chciwością zatrwożeń? A takie porównania, to już prawdziwe perełki wyobraźni poetyckiej. Autor nie jest moralistą, wieszczem. Jest lirykiem. Poetą refleksji nad rzeczą zwykłą. Opisującym moment, widok, marzenie, który swe człowieczeństwo i poezję ratuje przed bezsensem okrucieństwa wojny okruchami normalności. To nie ta szalejąca za oknami zamieć świadczy o mnie. To łąki obok, mimo biegnących po nich tyralierą sołdatów, po których idą dziewczyny do kościoła. To smutki, pasje, radości, które są trwałym fragmentem krajobrazu człowieka. Wszystko inne to "garść wykrzykników wyrzucona ze złego wiersza". W 1943 roku wydaje w podziemnej drukarni w Pruszkowie 10-stronicowy zeszyt poetycki „Osty kwitnące”. 21 stycznia 1944 roku spotyka się z Iwaszkiewiczem i ofiarowuje mu pierwszy egzemplarz tomiku z dedykacją wyrażającą wdzięczność za wsparcie i szacunek wobec sztuki starszego przyjaciela. Kilka miesięcy później zostaje aresztowany przez Niemców i rozstrzelany w Otrębusach. Iwaszkiewicz przechował w swoim archiwum ten tomik i dzięki temu Grzegorz Zegadło mógł ponownie wydać „Ostów” w oryginalnej szacie graficznej i bez ingerencji edytorskich. Łącznie z tą dedykacją dla Iwaszkiewicza. Dziesięć stron i tyleż wierszy. Nie można na podstawie takiego fragmentu wyrobić sobie zdania o poetyce Kowalczyka, stąd ten
szkic do tego nie pretenduje. Ale zbiorek zasługuje na osobne omówienie. Bez niego być może nic z Kowalczyka byśmy nie poznali. Zwrócę uwagę na inne wiersze, aby nikt nie pomyślał, że Kowalczyk posługiwał się jedynie echami młodopolszczyzny i symbolizmu. Chronią go przed tym dwa zwłaszcza wiersze: „Serso” i wiersz tytułowy „Gdzie nie posieją mnie”.
Tytuł "Sersa"to staranna gra skojarzeń. Zawiera dwie treści. Poeta paląc papierosa puszcza Panu Bogu kółeczka dymu. Pan Bóg zaś grę podejmuje i odrzuca kółeczka rymów. Złapie, czy nie? Jedną treścią jest więc sztuka i talent poetycki, którego umiejętności zależne są tyleż od artyzmu w łapaniu, co od kapryśności Pana Boga (Losu). Drugą może być refleksja nad życiem, które jak serso nie zawsze wynik oczekiwany przynosi. I od kaprysu (Opatrzności) zależy. Jest to już nowoczesna wersja poezji filozofującej, która wychodzi poza ramy opisowości i uczuciowości.
I ostatni wiersz zbioru, „Gdzie nie posieją mnie…”. Znając losy autora i jego szybko nadchodzącą śmierć, jest on wstrząsający i proroczy. Brzmi jak literacki testament. Będę, kim jestem i będę pisał swe wiersze bez względu na przeciwności losu. I wzejdę kwiatem zwykłym, nie strzyżonym. Wzejdę i tam, gdzie siać mnie nie będziecie. Wiersz, gdzie poezja Kowalczyka podaje rękę rówieśnikowi z Warszawy dzielącemu tą samą dolę młodych poetów świadomych nietrwałości egzystencji. Z wiarą w trwałość idei. Było w tym trochę żalu, postawy heroiczno-bohaterskiej i pogardy dla przyszłości, która tego heroizmu będzie pozbawiona – ale nade wszystko było wyznaniem wierności. Wierności świadka, człowieka, poety. Jak napisał: "Więc niech się dzieje zła zawieja! A ja kąkolem, makiem, ostem tam wzejdę, gdzie mnie nie posieją. To takie proste."
Więcej recenzji na temat "Osty kwitnące" Stanisława Kowalczyka