Początkowo chciałem napisac streszczenie tej książki, ale bardzo szybko ten nierealny pomysł wyleciał mi z głowy. Oczywiście
od biedy streszczenie dałoby się napisać - ale byłoby ono zupełnie nie tożsame z opowieściami snutymi przez naszego rodzimego globtrotera. Wystarczy obejrzeć jeden z emitowanych na różnych kanałach telewizji odcinek serii
Boso przez świat, by wiedzieć jakim poczuciem humoru operuje autor. Starsi czytelnicy zapewne pamiętają program
WC kwadrans - po którym pan
Cejrowski zyskał u wielu dygnitarzy status persona non grata...
Gringo wśród dzikich pelmion to własciwie zbiór felietonów skompilowanych w jedno - przedstawionych w sposób ogniskowych gawęd i połączonych próbą ukazania ostatnich rdzennych cywilizacji Ameryki Północnej. Osobiście mam wrażenie, że sporo z przekazanych treści urosło w ostatecznej redakcji tak jak długość złowionej przez rybaka ryby w zeszłym zesonie, ale to nie wpływa na atrakcyjność literacką i rzetelność naukową. Bo skąd miałbym się dowiedzieć, ze rybka która potrafi wpłynąć do układów wydalniczych i tam sobie żyć jak pijawka (o istnieniu której w jakimś filmie mi sie obiło o uszy) nazywa się canero (sprawdziłem - polska nazwa to Kandyra wg Wikipedii). Od tego typu ciekawostek aż kipi omawiana lektura podróżnicza.
Kto chce poszerzyć swoją wiedzę geograficzno-przyrodniczą, nieco pomarzyć i przy okazji nieźle się ubawić - powinien sięgnąć po twórczość Wojciecha Cejrowskiego.
Dodatkowym atutem jest niezła jakość papieru, udana szata graficzna i pięknę zdjęcia z wypraw.
Minusem - cena książki, ale za tą jakość zapewne taniej się nie da...