Robotnicy budowali w Warszawie nowy dom. Niespodziewanie rozsypały się ściany, runęły na ziemię. Większość pracujacych na
budowie zdążyła uciec. Majster próbował doliczyć sie wszystkich pracowników. Wtedy okazało się, że brakuje Jędrzeja. Zrozpaczony majster pobiegł szukać pomocy.
Obie nogi Jędrzeja przygniotła i zdruzgotała belka. Leżał bezradny, w boleściach. Nad nim wisiał ogromny kawał muru, który w każdej chwili mógł się oberwać.Ranny wiedział o tym, patrzył tylko błagalnym wzrokiem, ale nie śmiał prosić o ratunek.
W tłumie ludzi przypatrujacych się wypadkowi był równiez Michałko. I on bał się podejsć, ale pokonał strach i wszedł w gruzy. Zdjął belkę z nóg robotnika. Posypały się cegły, odrył go czerwony pył. Nie zważając na nic, Michałko wyniósł rannego na ulicę. Tu zajęli się nim już robotnicy, zaczęli opatrywać kolegę.
Michałko odsunął sie na bok. Stał teraz w wielkiej grupie ciekawskich, którzy przepychali się, chcąc jak najlepiej widzieć całe zdarzenie. Jakiś człowiek odsunął Michałka, zagroził mu nawet wezwaniem policji. Przestraszony chłop, próbując uniknąć kłopotów, zniknął w tłumie.
Chwile później daremnie szukano tego, kto uratował nieszczęsnego robotnika. Michałko gdzieś przepadł. Nikt go nie znalazł.