Paweł Obarecki przybył do Obrzydłówka porwany hasłami pozytywizmu „pracy u podstaw” bezpośrednio po ukończeniu studiów medycznych w Warszawie. Był wtedy młodym i bezinteresownym, szlachetnym i energicznym człowiekiem. Z zapałem zabrał się do pracy. Badał, leczył, rozdawał lekarstwa za bezcen, usiłował poprawić stan zdrowotności i higieny wśród prostego ludu. Wierzył w zwycięstwo prawdy! Ufał, że zmieni się prymitywne życie obrzydłowskiej biedoty, że wpoi aptekarzowi i jego spółce zasady uczciwego postępowania. Nie zrażał się mimo szykan (notoryczne wybijanie szyb w oknach) ze strony tych ostatnich.
„Zwycięstwo prawdy nie nastąpiło”. Powoli entuzjazm doktora wygasał. Stwierdził, że wszystkie jego zabiegi nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Zniechęcił się. Porzucił szczytne ideały a swój krąg zainteresowań zawężył do rutynowo wykonywanej praktyki, obfitego wiktu i metafizycznych rozważań. Zarówno miejscowe towarzystwo, jak i obrzydłowski krajobraz napawały go nudą. Z biegiem czasu horyzont myślowy Obareckiego coraz bardziej zacieśniał się. Przywykł do nudy, do samotności, nie pociągały go już ogniska życia umysłowego, pracował dla pieniędzy. Pogodził się nawet ze swym przeciwnikiem – aptekarzem i podejrzewał się o to, iż mógłby nawet zawrzeć z nim spółkę.
Nawet podczas przypadkowego spotkania z umierającą ukochaną nie wierzył w swe dawne ideały, odrzucał je:
„Tak żyć nie tylko nie można, ale i nie warto. Z życia nie zrobisz jakiegoś jednego spełnienia obowiązku: zjedzą cię idioci, odprowadzą na powrozie do stada, a jeśli się im oprzesz w imię swych głupich złudzeń, to cię śmierć zabije.”
Co prawda, po śmierci Stanisławy Bozowskiej, doktor Obarecki usiłował się zmienić, lecz szybko zaniechał tych prób i wrócił do dawnego umysłowego lenistwa.
Cóż, pan doktor był człowiekiem słabym. Zabrakło mu siły ducha, by doprowadzić swe zamierzenia do celu. Wybrał wygodne, pozbawione wysiłku życie. Był zbyt leniwy, by z uporem pokonywać trudności. Z wielkiego idealisty i społecznika stał się „karykaturą wstrętną samego siebie” – obrzydłym egoistą i materialistą.
„Siłaczka” – to Stasia Bozowska, entuzjastka haseł oświaty dla ludu, „darwinistka”, która zaszyła się w zapadłej wiosce jako nauczycielka i tam znalazła śmierć od tyfusu. Ta szlachetna, ofiarna kobieta, silna duchem reformatorka samotnie, lecz z uporem walczy o zmianę istniejącego porządku świata.