Charakterystyka Ebenezera Scrooge''a
Summary rating: 3 stars
3 Recenzja
Wizyty:
55
słów:
600
Opublikowano dnia: marca 30, 2008
W chwili
przedstawienia w „Opowieści wigilijnej” (Charlesa Dickensa) postaci Ebenezera
Scrooge’a, był on sędziwym, wiecznie zajętym swoimi interesami w kantorze
staruszkiem, o siwych włosach i lekko przygarbionej sylwetce. Ma
charakterystyczny, haczykowaty nos oraz wiecznie zsiniałe i zaczerwienione oczy
i usta. Wewnętrzny chłód, który wyostrzył mu rysy, bije niemal z całej jego
zimnej, osamotnionej osoby, niewrażliwej na wszelkie uczucia otaczających go
ludzi.
Jedynymi sensownymi przymiotnikami,
jakimi można określić Scrooge’a, są: egoistyczny, skąpy i samotny. Za skąpą i
równocześnie egoistyczna postawą Ebenezera przemawia przede wszystkim to, że
nie chciał dać nawet najmniejszego ułamka swoich pieniędzy potrzebującym, mimo
że sam miał ich dostatek, a może nawet nadmiar. Słowami: „nie stać mnie na
fundowanie przyjemności innym” przepędził przedstawicieli właśnie tych
najbiedniejszych osób. Nie przejmował się także swoim kancelistą, Bobem
Cratchit’em, pozwalając mu marznąć wzimnym, z oszczędności symbolicznie
ogrzewanym kantorze i pracować ponad jego siły. Był także, jak wspomniałam
wcześniej, samotnikiem, jednak była to samotność z własnej, nieprzymuszonej
woli, więc wcale mi go nie szkoda. Najlepiej mówi o tym to, że bez
najmniejszych skrupułów wyrzucił wręcz ze swojego kantoru teoretycznie bliską
mu osobę, a mianowicie swojego siostrzeńca, który odwiedził go z bardzo
przyjaznych powodów – czyli zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Nie
rozumiejąc jednak magii Świąt (podczas których nie trzeba mieć niewyobrażalnie
ciężkiej sakiewki) odrzucił od niego zaproszenie na bożonarodzeniową, rodzinną
kolację i wyśmiał jego życzenia, każąc mu natychmiast wyjść. Jego postawa nie
była godna podziwu...
Jak mówi pewne przysłowie: „Ludzką
rzeczą błądzić, diabelską w błędzie trwać”. Co prawda Scrooge w błędzie (a może
nawet w obłędzie) tkwił dość długo, jednakże, jak prawie każda książka czy, w
tym wypadku – opowiadanie, „Opowieść wigilijna” kończy się happy endem. Scrooge,
po odwiedzinach trzech duchów, zapowiedzianych wcześniej przez zjawę swojego
zmarłego wspólnika, Marleya, diametralnie zmienił zarówno swoją osobowość, jak
i w efekcie także swoje postępowanie. Nastąpiło jakby odwrócenie się jego
wewnętrznej tożsamości – z samotnika zrobił się towarzyski, ze skąpca – hojny.
Zaczął pomagać ludziom na tyle, na ile tylko mógł i umiał, i co najważniejsze –
rozumiał ich. Chcąc pokazać wszystkim, że się zmienił i nie pochwala swojego
poprzedniego postępowania, zjawił się na rodzinnej kolacji u swojego
siostrzeńca, kupił piecyk do pokoju swojego osobistego kancelisty i nawet
wysłał bożonarodzeniowego indyka rodzinie Cratchitów.
Sądzę, że jego początkowo negatywne zachowanie
wynikało jedynie z nieznajomości tego, co jest w życiu najważniejsze – czyli
miłości, przyjaźni i wzajemnej tolerancji. Zgadzam się także tutaj w pełni z Sokratesem,
który twierdził, że „człowiek, mając wiedzę o tym, co dobre, sam stanie się
dobry, sprawiedliwy i uczciwy, ponieważ zło jest tylko wynikiem nieświadomości
tego, co dobre”.