TO NIE BRZEZINA TYLKO KRÓLEWSKI LAS. Iwaszkiewicz pokazał tutaj wielką klasę. W Dziennikach „martwił" się, że cały wraz ze swą twórczością należy do przeszłości. Niepotrzebnie. W polskiej literaturze, „obciążonej" martyrologicznym dziedzictwem takie utwory jak „Brzezina" to rzadkość.
Dwaj bracia (Bolesław i Stanisław) różniący się prawie wszystkim, zakochują się w tej samej kobiecie o imieniu Malwina. Dla Stanisława jest to pierwsza miłość w życiu. Ona jest bardzo żywotną wiejską dziewuchą, taką, co to ma na czym usiąść i czym oddychać. Pięknie śpiewa, mówi niewiele.
Jej „kanciasta" dusza skrywa jakąś tajemnicę, co nieco uszlachetnia jej niezbyt subtelną posturę, dodaje głębi jej gestom i słowom oraz czyni ją ogólnie rzecz biorąc – bardziej apetyczną.
Natomiast bracia są przynamniej o jedno oczko wyżej w społecznej hierarchii. Bolesław jest owdowiałym leśniczym, ojcem siedmioletniej Oli. Stanisław – suchotnik, przez długi czas bawił w sanatoriach, ostatnio był w Davos, lecz gdy jego stan nieco się poprawił, postanowił przyjechać do brata. Chory wie, że poprawa może być tylko chwilowa – to jego łabędzi śpiew, „powinien" umrzeć przed jesienią. Bolesław wizytę
brata traktuje jak dopust losu. Stanisław prowadził w sanatoriach rozrywkowy tryb życia, obracał się w wytwornym towarzystwie i lubił grać na fortepianie, co nie przysparzało
mu sympatii zamkniętego w sobie, rzeczowego i zawziętego w robocie – Bolesława. Leśniczego drażnił wesołkowaty styl bycia brata, jego gra, a nade wszystko jego spotkania z Malwiną, która miewała również kontakty erotyczne z Michałem, miejscowym stróżem, za którego zresztą planowała wyjść za mąż.
Bolesław śledził Stanisława i Malwinę, wiedział też o jej stosunkach z Michałem. Obudziło to w nim uśpione potrzeby erotyczne, uświadomił sobie, że też pragnie Malwiny. W przypływie szaleńczej zazdrości mierzy nawet do brata z rewolweru... Targają nim sprzeczne uczucia: na swój sposób kocha brata, drży o jego zdrowie, ale też
go nienawidzi
jako odmieńca i konkurenta. Miłość jest bezwzględna „nie przepuści" nawet umierającemu.
Złe emocje rozsadzają Bolesława także z innego powodu: otóż Ola niechcący wygadała się, że darzy sympatią Michała, a mama miała czuć to samo, co ona.
czy Basię, którą postrzegał jako ideał kobiety, coś łączyło z Michałem ? Czy było to zwykłe urzeczenie jego krzepkością i regularną budową, czy fascynacja prawdziwie erotyczna, z kompromitującymi szczegółami ? Nawet jeżeli odrzucił to drugie wyjście, jako mało wiarygodne, na pośmiertnym wizerunku żony i tak pozostawała skaza.
Gdy Stanisław dochodzi swoich dni w łóżku, Malwina go nie odwiedza. Żegna go ludową pieśnią, która przez okno dociera do umierającego. Ta scena jest najbardziej wzruszająca. Iwaszkiewicz, znający się na muzyce, piersiowy śpiew Malwiny „rozpisuje" niemal na poszczególne nuty. Jest to rodzaj zmysłowego requiem, połączenie pożegnania z wyznaniem miłości. Jest w nim i żal, i skarga, i potęga młodości, i dużo macierzyńsko-erotycznego ciepła.
Bolesław grzebie Stanisława, zgodnie z jego wolą, w pobliskiej brzezinie (lesie brzozowym), obok grobu zmarłej żony. Śmierć brata przynosi mu ulgę. Ma już za sobą ten przerażający „spektakl" umierania, przygotowywania ciała do pochówku, wreszcie pogrzebu ... A poza tym może w końcu „zakosztować" Malwiny. Dzięki temu budzi się odrętwienia: znowu jest mężczyzną, znowu chce mu się żyć.
Jednak dalsze zamieszkiwanie w bliskim „towarzystwie" grobów dwóch najbliższych osób, wydaje mu się zbyt przygnębiające. Prosi o przeniesienie do innej leśniczówki. Przed wyprowadzką żegna się z Malwiną. Chociaż wierność nie leżała w naturze tej dziewczyny, w jej zachowaniu nie było nic z rozwiązłości. Ona naprawdę kochała „swoich" mężczyzn, budziła nie tylko ich namiętność, ale również po macierzyńsku koiła ich lęki. Była im matką i kochanką.
Przesłanie opowiadania (propozycja): - Miłość kpi
sobie z więzów pokrewieństwa, różnic społecznych, ale ich nie przezwycięża. - Najbardziej boli ta skaza, która ujawni się na kryształowym charakterze.
Więcej recenzji na temat Brzezina