Mężczyzna o siwiejących skroniach, chudy , niski i
żylasty dysponował wielkim majątkiem.
Przybył z Holandii do Ameryki. Wzbogacił się pracą własnych rąk. Miał kilka
kopalni srebra na pustkowiach
Sierra Madre. Ożenił się z kobietą dwadzieścia lat
od siebie młodszą.
Zamieszkali w jednopiętrowym
domu z suszonej cegły, który stał samotnie pośród
pustki. Z okien widać było szyby wyciągowe kopalni oraz hałdy różowego błota. Pasma
górskie widoczne w oddali, stanowiły urozmaicenie krajobrazu. Kobieta nie
takiego życia oczekiwała. Spodziewała się że ten bogaty mężczyzna zapewni
jej zupełnie inne życie. Nie kochała go, ale z czasem przyzwyczaiła się... Urodziła
dwoje dzieci, które wypełniły jej czas. Żyła jak w odrętwieniu, czasami tylko
nerwy odmawiały jej posłuszeństwa . Mąż był bardzo zazdrosny i starał się nie
zapraszać młodych , przystojnych mężczyzn do ich domu. Kobieta od goszczącego w
ich domu inżyniera, dowiedziała się o
prymitywnym plemieniu indiańskim żyjącym daleko w górach. Indianie podobno
odprawiali wyuzdane, pogańskie obrzędy. Te
opowieści obudziły w kobiecie naiwne, romantyczne marzenia. Poczuła, że jej
przeznaczeniem jest udać w te owiane mrokami tajemnicy góry , do tych
wspaniałych , tajemniczych i podniecających Indian….Jak pomyślała, tak uczyniła.
Udała się w podróż z której nigdy już
nie powróciła do domu… Została złożona w ofierze indiańskim Bogom. Indiański
szaman wyjął jej serce w blasku wschodzącego słońca…
Więcej recenzji na temat Kobieta, która odjechała