Kiedy umarła
matka, Esme poczuła ulgę. Mając
pięćdziesiąt lat, nareszcie mogła robić to co chce…Może oglądać dowolny
program , albo nie oglądać w ogóle nic. Matkę interesowały tylko programy
rozrywkowe, podczas gdy
ona wolała coś z dziedziny kultury lub coś
pouczającego. Matka powtarzała: „Lubię
trochę śpiewu , trochę tańca , to
podnosi na duchu..”Kiedy przyszło do otwarcia testamentu, okazało się że
zmarła zostawiła córce spory majątek, dzięki swojemu fanatycznemu oszczędzaniu.
Esme zdawała sobie sprawę, że radość z odejścia
matki jest czymś złym ,ale nie
potrafiła opanować tego uczucia. Żyła teraz spokojnie wiedząc , że jest
zabezpieczona materialnie. Jedyne co
jej dokuczało, to samotność..Kiedy na progu stanął Amos Curry pytając o pokój do wynajęcia,
po chwili wahania zgodziła się. Był lokatorem cichym i niekrępującym. Robiła mu
śniadania a z czasem kolacje. Spędzali wspólnie wieczory na czytaniu i
rozmowach. Nie dociekała czym się zajmuje, bo tak naprawde nie interesowało
ją to. Ale kiedy zobaczyła go latem na promenadzie, śpiewającego swoim
podstarzałym głosem i stepującego z cylindrem w ręce do muzyki z przenośnego
gramofonu, zalała ją fala wstydu. Brzęk pieniędzy, wrzucanych przez ludzi do
puszki, wydał jej się okropnym. Siedząc w
domu biła się z myślami
czy ma
wymówić mieszkanie lokatorowi, czy też nie…Kiedy pan Curry wrócił do domu napotkawszy spojrzenie pani Esme,
zrozumiał, że ona wie…Odetchnął z ulga kiedy powtórzyła słowa swojej
matki: „Lubię trochę śpiewu , trochę
tańca. To podnosi na duchu….
Więcej recenzji na temat Trochę śpiewu i tańca