Do oficera nawigacyjnego pełniącego służbę na mostku, podszedł ubrany w
futrzaną czapkę z
nausznikami kapitan Eustazy Borkowski mówiąc, że zaraz pójdą razem spotykać Pana
Oceana. Zagadnięty nie miał pojęcia o tym rytuale..Zdumionym oczom
oficera ukazał się steward kapitana Bolesław, z tacą. Stała na niej butelka
koniaku i trzy kieliszki… Kapitan posuwając się do przodu, bez odrywania pięt
od pokładu (chód wilków morskich..), doszedł do skrzydła mostku. Wzniósł dwie
ręce nad tacą i uroczystym głosem kazał nalewać. Zdjął futrzaną
czapkę z głowy i kłaniając się do pasa ,zamiótł nią pokład mówiąc:– Dzień dooobry,
Panie Oceaaaan! Dzień dooobry Panie Oceaaaan!..Po trzykrotnym zamieceniu pokładu kożuchem swego okrycia głowy , wylał całą
zawartość kielicha na pierwszą, dużą falę oceaniczną…Drugi pełny koniaku kieliszek kazał
wypić oficerowi za
zdrowie Pana Oceana, po czym wziął trzeci w rękę i wznosząc
go wysoko nad głową
powiedział:-Na zdroooowie Paaanie Oceaaan! Na zdroooowie Paaanie Oceaaan!....Oficer naśladując już teraz każdy ruch kapitana, wzniósł
także kielich nad swoją głową i także uroczyście powtórzył:-Na zdrowie Panie Ocean! Na zdrowie panie Ocean!..Jedna myśl go nurtowała – czy ma wypić cały kieliszek koniaku,
czy też część wylać do oceanu ….Kiedy puste kielichy wróciły już na tacę, kapitan
Borkowski pouczył nawigatora – nowicjusza:-Kochaaaany, tak należy witać Paaana Oceaaana...
Więcej recenzji na temat Szaman Morski - opowiadanie pt. "Pan Ocean"