Gdy Polacy zmagali
się z nazistami, po drugiej stronie Wisły stał kolejny wrogi reżim - stalinizm. Obserwował i czekał, żeby
dobić tego, kto zwycięży. Jestem dumny, że moi przodkowie (szczególnie dziadek, który należał do AK) brali udział w tym niezwykle spontanicznym i heroicznym akcie, którego celem miało być zapewnienie Polsce niepodległości. Można powiedzieć, że powstanie nie spełniło swojego zasadniczego celu - upadło, a tych, którzy przeżyli, czekały zakłamane procesy i niesprawiedliwe wyroki. Na pewno wiele krwi i mnóstwo wybitnych osobowości zginęło w tej i w wielu innych walkach z najeźdzcą. Prawdopodobnie, gdyby Polacy nie byli tak nieugięci, silni i głodni wolności, byłoby nas dzisiaj więcej. Warszawa, jak i cały nas kraj, byłby w lepszym stanie. Może nie należelibyśmy do strefy wpływów ZSRR i otrzymalibyśmy pomoc w ramach planu Marshalla. Jedno wiem na pewno. Gdyby nie nasi przodkowie, nasi waleczni dziadkowie i pradziadkowie, żylibyśmy może dostatniej, ale wstydzilibyśmy
się spojrzeć sobie - jako
naród - w oczy, czulibyśmy się jak kukły, które jedynie innym zawdzięczają to, co posiadają.
Istnieją na tym świecie rzeczy, których nie mierzy się zasobem kont bankowych, ale wartościami takimi jak cnota i siła charakteru. Nasz naród posiada największą z nich wszystkich - niespotykane nigdzie indziej męstwo.