Początek książki nie wygląda jak typowe Fantasy. W
zasadzie to nie wygląda jak żadne Fantasy. Opisuje bowiem zupełnie
współczesne
laboratorium i dwuch laborantów pracujących nad
eksperymentem. Już po chwili jednak w wyniku błedu w obliczeniach a
także niesamowitego zbiegu okoliczności jeden z bohaterów zostaje
przeniesiony do innego wymiaru...
Dość oklepany początek, ale warto dać autorowi jeszcze jedną szansę i czytać dalej.
Główny bohater ląduje następnie w bliźniaczym
laboratorium w sąsiednim świecie. Na pierwszy rzut oka nic się nie
zmieniło, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się zauważamy, że akcesoria
nie są już nowoczesne, w słojach znajdują się wypatroszone żaby i inne
paskudztwa, retorty przypominają laboratorium alchemika a komputer
napędzany jest przez miniaturowego demona.
W pierwszej chwili, kiedy to czytałem zrobiło mi się
słabo - co za bzdura... Ale nie poddałem się i postanowiłem zobaczyć co
z tego wyniknie. Nie spodziewałem się niczego wielkiego czy
wiekopomnego i dobrze zrobiłem. W dalszej części książka opowiada o
losach naszego bohatera nie z tego świata, coraz bardziej
zaangażowanego w los ziemi, na której wylądował. Szybko aklimatyzuje
się, by juz po chwili walczyć o wolność i niepodległość a także o
przywrócenie równowagi magii, która jest tam siłą napędową. Magia
bowiem stanowi coś, zym w realnym świecie jest dla nas energia
elektryczna. Głowną siłą napędową dla magii są tytułowe smoki.
Po pewnym czasie książka zaczyna przypominać
sytuację z Robinsona Cruzoe, który zaczyna wpajać w otaczający go świat
znane sobie wynalazki. "Technomagia i Smoki" nie zachwyca, ale kilka
pomysłów jest całkiem ciekawych, więc czas poświęcony na jej
przeczytanie nie będzie do końca czasem straconym.